poniedziałek, 6 czerwca 2016

Przeprowadzka

Zapewne większość z was już o tym wie, ale na blogu nastąpiła legendarna, długowyczekiwana dla mnie zmiana. Przenieśliśmy się na własną domenę, na stałe porzucając znielubionego blogspota.
Dalej możecie śledzić nas pod nowym adresem

http://www.whiteandchocolate.pl

Wszystkie recenzje i DIYe zostały już przeniesione, jestem w trakcie przenoszenia wszystkich postów, a z dwóch ostatnich lat trochę się tego uzbierało. Ból ogromny mam po stracie komentarzy, lecz myślę, że mi to wybaczycie i duża ilość nowości, które dla was szykuje jakoś to wynagrodzi. Maj i czerwiec to zdecydowanie miesiące testów, a część z was może już się domyślać co pojawi się w ciągu najbliższych tygodni.

Mam nadzieję, że wszyscy będziemy równie zadowoleni, a ja zawsze chętnie wysłucham czego wam brakuje i co na stronce można jeszcze poprawić
Do zobaczenia!

czwartek, 14 kwietnia 2016

Pjes też człowiek


Wróciliśmy z Włoch i to było właśnie miejsce, które natchnęło mnie do dzisiejszego postu po milczeniu, za które musicie mi wybaczyć, dawno nie byłam tak zalatana.. Mimo, że o naszym wyjeździe na pewno jeszcze trochę napiszę, to nasunął mi się nieco inny temat.

Odkąd pamiętam zabieram swoje psy wszędzie gdzie się da, czasem tam gdzie się nie da też.

Bado zaliczał wszystkie domówki, kilka koncertów, a nawet Slotowy teatr, natomiast Nuvi w wieku szczenięcym często przemycany był do galerii. O ile w Galerii Łódzkiej nie ma  tym problemu, to inne miejsca w naszej okolicy raczej nastawione są na wielkie "NIE". Jako, że uwielbiam łódzką Manufakturę, to ciężko było mnie odwieść od socjalizowania młodego właśnie w tamtym miejscu. Z pomocą pospieszyło mi nosidełko na szyję. Oprócz tego, że umożliwiło mi swobodny socjal w centrum handlowym, to dało mi jeszcze możliwość przewozu w pociągu bez opłaty. No same plusy, ale co, kiedy mały drań urósł?
No właśnie, w sumie od tego czasu sporadycznie zdarza się, że rudy gdzieś ze mną wejdzie. I raczej zdarza się to tylko na dalekich wyjazdach.

Slot Art Festival - Platan
Slot Art Festival - Reagge Tent
Dziwnie czuje się więc, kiedy teraz, po takim czasie idę w jakieś miejsce publiczne, zabudowane razem z psem. Owszem, moje psy są tego nauczone, w restauracjach niezależnie od wszystkiego, mimo swojego codziennego żebractwa nauczone są położenia się pod stołem i warunek jest prosty - odpoczywasz lub obserwujesz albo wychodzimy. To samo w centrum handlowym, jeśli pies wyrywa mi się i ciągnie - wyjdziemy.

No i teraz punkt programu... Moim zdaniem, nie ma absolutnie nic złego w zabieraniu psa w takie miejsca, jednak warunków jest kilka.. Zachowanie, to chyba rzecz tak oczywista, że nie trzeba o tym nawet wspominać, ale najbardziej zastanawia mnie, gdzie, w przypadku pozwolenia na zabieranie psów, jest miejsce na odpowiedzialność właściciela? Bo to przecież od tego zależy jak nas - psiarzy - postrzega "Pan Kowalski".

W Polsce przyjęło się, że psów wprowadzać nie wolno (miejsce nieoznaczone), a jeśli wolno zazwyczaj przekaże to obsługa sklepu dopiero po wcześniejszym zapytaniu, lub takie miejsce odznacza się "zaproszeniem", lub postawioną przykładowo miską z wodą, która napawa nadzieją "o, może się uda".

Manufaktura - fot. Patrycja Grochulska
Manufaktura - fot. Patrycja Grochulska
Wyjeżdżając razem z rudym do Włoch przeżyłam trochę szok psiokulturowy.

Za psa w hotelu nawet dodatkowo nie płaciłam, kiedy pytałam w restauracji lub sklepie czy mogę wejść z psem patrzyli na mniej jak na dziką i rzucali sympatycznym "of course!"

Tam rzecz ma się odwrotnie! Znakiem oznaczone są miejsca, w których z psem wchodzić nie wolno, natomiast wszystkie inne hulaj dusza!
No i tu pojawia się kolejna różnica - mentalność psiarzy.. a właściwie "psiarzy", bo mam na myśli osoby, które to myślą o sobie jak o świętych krowach i to, że już gdzieś weszły znaczy, że im wszystko wolno. Oczywiście właściciel każdego terenu ma pełne prawo zabronić wstępu psa na swój obiekt, ale z pewnych przyczyn utarł się w naszym kraju schemat, że psów się nie bierze i już. No i nie bez przyczyny, bo owe święte krowy chodzą w ciasnych uliczkach i w tłumie z czworonogami na tak długiej smyczy, że jedno z nich idzie przy prawej krawędzi, a drugie przy lewej, owe święte krowy nie czują się zobowiązane to posprzątania po swoim psie, nawet jeśli załatwi się w centralnym punkcie poruszania się innych, a tuż obok stoi kosz na śmieci.

Tam tego nie było... Osoby normalne, nie tak popieprzone na punkcie psim jak ja, mają w głowie zakodowane, że są za te cztery łapy odpowiedziane i że zachowanie tych czterech łap świadczy o nich samych. Nie spotkałam ani jednej osoby, która puściłaby psa samopas "bo może", nie spotkałam osoby, która wyraźnie widząc że odchodzę ze swoim psem na drugą stronę chodnika podeszłaby do mnie ze swoim czworonogiem "bochcesieprzywitać". Nie spotkałam też osoby, która poruszałaby się po sklepie spożywczym z psem, który próbuje wyjadać żarcie z półek, albo na nie wskakiwać, bądź - jeszcze lepiej - zaznaczyć sobie teren w środku miejsca publicznego.
Każdy pies poruszający się w mieście i w lokalu nie był zestresowany tą sytuacją, nie był przytłoczony tłumem.

Livigno
Livigno
U nas w miejscach, w których psy mogą przebywać, niestety często widzi się psy, które są tam zabrane tylko dlatego że mogą, bo to jest "DLA NICH".
I ja oczywiście nie twierdze, że moje psy są idealne, bo nie są, aczkolwiek wydaje mi się, że całkiem się ich nauczyłam - ich zależności między sytuacją a zachowaniem i wiem na co mogę sobie pozwolić, a na co nie :)

Livigno
i na końcu lans na mieście - również Livigno :)

poniedziałek, 7 marca 2016

Czekoladowe ferie!

Cały luty przeleciał nam bardzo aktywnie, praktycznie nie miałam wolnego dnia żeby tu usiąść, więc musicie mi wybaczyć tą chwilę milczenia.

Ostatni konkurs, został już rozstrzygnięty, a ostatnie nagrody polecą jutro po południu. Wyniki możecie sprawdzić na fp.

Bardzo dużo mówi się o wzlotach i upadkach, przy szkoleniu w szczególności. Nie wiem co takiego się zmieniło, ja, moja podejście? Przestałam dostrzegać pewne rzeczy, mniej wymagać, a może wręcz odwrotnie? A może moje pieski po prostu "dojrzały"? Dosyć często ostatnio o tym myślę, bo komfort mojego życia z nimi wywrócił się o 180 stopni.

Niepamiętam, czy kiedykolwiek przeżywałam tak cudowny i pozytywny czas jak ta zima, mimo tego, że jestem całkowitym ciepłolubem, a zimy samej w sobie nienawidzę!


Na samym początku ferii wybraliśmy się w góry, do Szklarskiej Poręby. Okolica samego hotelu była przepiękna, totalnie odizolowana od miasta, hotel na hotelu, a mimo to całkowity spokój, bez miejskiego pędu.. Miasteczko to typowe turystyczne miejsce, ale nawet ludzie.. po prostu mili..
Miejsce TOTALNIE psiolubne, nie byliśmy jedynymi osobami chodzącymi z psem, kiedy chcieliśmy coś zjeść, już w pierwszej restauracji wpuścili nas bez najmniejszego problemu, a była to całkiem ładna i nowa restauracja. Nie tylko to mnie urzekło, nawet pani kelner widząc, stawiała talerz kawałek dalej, żeby nie obudzić czekolada!
Natomiast sam czekoladowy piesek też się spisał. Dopasowywał zachowanie idealnie do każdej sytuacji. Coś się zmieniło!

Najwspanialszy dzień spędziliśmy w Karkonoskim Parku Narodowy. Prawie 4 godziny spaceru w pięknym śniegu, spokoju, ciszy..

Nuvik był tak zmęczony i szczęśliwy po górskich spacerkach, że kiedy wychodziliśmy na narty, a on zostawał w hotelu nawet nie zauważał naszej nieobecności.







Kiedy już myślałam, że wypadł mi wyjazd do Warszawy, okazało się, że Agata i Milena jadą na zawody, więc takim sposobem znalazło się dla nas miejsce i odwiedziliśmy Nikolę z Rayo!
Nie będę ukrywać, że długo na to czekałam, bo czekoladowi bracie widzieli się tylko raz między wejściami na seminarium.
Tym razem spędzili razem prawie dwa dni i było na prawdę cudownie, chociaż Nuvik na początku "brzydził" się bratem. Nawet na zdjęciu jako jedyny siedzi przed ławką, bo stwierdził, że skoro Rayek tam siedzi to on nie wejdzie :D






Brzydkie burkanie i odchodzenie od brata skończyło się kiedy wyszłyśmy nad Wisłę i dałyśmy chłopakom jeden szarpak. Miłość to jeszcze nie była, ale zawsze krok do przodu! Myślę, że minęło dobre 20-30 minut, przez które żaden nie puścił szarpaka ani razu dopóki ich nie odwołałyśmy.
Na prawdę było cudownie poobserwować braciocha, chłopcy są do siebie niesamowicie podobni, a obgadywaniu tej czekoladowej dwójki nie było końca!

Wyjazd podsumowaliśmy spotkaniem z Zuzią Marczuk, która uwieczniła nasze czekolady na niesamowitych fotkach!

fot. Zuzanna Marczuk

fot. Zuzanna Marczuk
fot. Zuzanna Marczuk
No i filmowe podsumowanie ferii i pierwszych z, mam nadzieje, bardziej regularnych treningów agility




czwartek, 4 lutego 2016

Konkurs!

Nuviczek nie tylko skończył rok, ale już pełny rok mieszka z nami. Przglądając zdjęcia natknęłam się na małe porównanie, jak bardzo zmieniły się nasze pieski. Jestem ciekawa jak to wygląda u Was, więc zapraszam do dodawania zdjęć pod postem na fanpagu

klik!

Warunki opisane są w poście, a na wylosowanych szczęściarzy czekają szarpaczki i spożywcze niespodzianki.

Czekamy na zdjęcia! :)

piątek, 15 stycznia 2016

Owsiane ciasteczka o smaku jabłka z cynamonem


- 2 opakowania owsianki o smaku jakbłka z cynamonem (ok 1-1.50zł, ja wybrałam Delecte)
- pół szklanki mąki
- czubata łyżeczka masła orzechowego
- trochę wody
- pół łyżeczki proszku do pieczenia

Opcjonalnie: Do wody dodałam 2 łyżeczki Pokusy.

Wszystko mieszam w misce, następnie wałkuje ciasto. Układam w kombiwarze na ok 10 minut w 180 stopniach. Po 5 minutach odwróciłam na drugą stronę. Nie powiem wam jak dużo czasu będzie potrzebne w piekarniku, bo go nie posiadam, musicie przypilnować :)

Długo nie mogłam wymyślić ciasteczek przede wszystkim szybkich do zrobienia, łatwo łamiących się i smacznych, psie brzuszki są dzisiaj bardzo zadowolone, a Badzio odwołał się na nie od KOTA! To coś znaczy!