wtorek, 30 grudnia 2014

Stronie Śląskie, Czarna Góra

Właśnie wróciliśmy z szybkiego wypadu w góry, z białasem rzecz jasna. Wyjazd stawiałam trochę pod znakiem zapytania - my jechaliśmy na narty co wiązało się z dosyć długim zostawianiem małego samego w hotelu, jednak mamy bardzo ładne klatkowanie i stwierdziłam, że nie zmarnuje okazji.


Wyjechaliśmy w pierwszy dzień, w który zaczął padać śnieg. U nas było go tyle co kot napłakał, kiedy biały zobaczył zielono białą powierzchnię chodził po niej delikatnie, jakby z obrzydzeniem "co to w ogóle ma znaczyć". Dojechaliśmy do Stroni Śląskich, w których puchu było już dużo więce
j i ku mojemu zdziwieniu maluszkowi bardzo się to spodobało. Dziko wyrywał do przodu, biegał i odprawiał dzikie pląsy. Przez pierwszy dzień spacerki tylko na smyczy, ze względu na to, że chodziliśmy przy ulicy - mało ruchliwej, ale jednak.
Kiedy już zapoznał się z terenem na smyczy zaryzykowałam puścić go luźniej. W takich warunkach nie odpinam go zupełnie, a tak, żebym w razie czego mogła szybko nadepnąć smycz. W końcu to terrier a auta czasem przejeżdżają. W takich warunkach uważam za niezbędne również światełka do obroży/szelek - toż zmrok zapada nieprzyzwoicie szybko, oraz obowiązkowo adresówkę.
Tutaj kolejny powód do niesamowitej dumy - 100% odwołania, nawet kiedy wdał się w pyskówkę z podwórkowym burkiem.
Terrier jak to terrier. W pokoju zdarzało mu się wpadać w burkający amok, ale przymykałam na to trochę oko. Ciągle domagał się zabawy, to jednak bardzo mnie cieszy, mimo niewielkiego problemu z wyciszaniem poza zamkniętą klatką. W najbliższym czasie planuje wprowadzić lekkie zmiany w komendzie "na miejsce" i porządnie ją wyegzekwować, ale spokojnie damy radę :)





Piesek bardzo fajnie pracował w nowym miejscu i bez śpiewania zostawał sam 7-8 godzin, które miał sowicie wynagrodzone. Tutaj bardzo serdecznie chciałam pozdrowić Apartamenty pod Śnieżnikiem za psiolubność i nierobienie problemów.

Wyczekujcie, ponieważ prawdopodobnie niedługo wiele się zmieni zarówno na blogu jak i w naszym życiu.

I wszystkiego dobrego w nowym roku! :)



piątek, 19 grudnia 2014

Chcieć to móc, czyli o świątecznym zachowaniu terriera cz. 1

Z Bado zmierzamy się z bardzo różnymi problemami. Większość z nich jest stosunkowo łatwa do zniwelowania, ale kilka z nich jest dla mnie wyjątkowo frustrujących. Post chciałam przygotować trochę dla siebie, aby móc zobaczyć kilka postępów jak i wiedzieć nad czym popracować i mieć odniesienie za kilka tygodni czy miesięcy. Będzie to też fajne zestawienie biorąc pod uwagę koniec roku. Wymienione problemy są tymi, z którymi zmagamy lub zmagaliśmy się wyjątkowo długo i mozolnie w większości od pierwszych dni.
Postanowiłam rozbić to na dwie części. Pierwszą chcę poświęcić na nasze postępy względem wkraczania w świat frisbee.



Aport - nasz nocny koszmar, który już od jakiegoś czasu jest świetny w porównaniu do tego co było. Na początku naszej znajomości przez długie miesiące wszystko co można było zrobić z zabawką było fajniejsze niż przyniesienie jej do mnie. W tym momencie mały podsuwa zabawkę pod samą rękę. Zazwyczaj biegnie z nią prosto do mnie.

No właśnie - zazwyczaj. Wykonywanie poleceń na odległość. Czasem kiedy pies biegnie z zabawką w moim kierunku zawraca w drugą, albo przebiega obok i robi kilka kółek wokół mnie. Pracujemy nad tym, ale zdecydowanie częściej muszę rzucać mu zabawkę daleko. Podobny problem mamy przy zmianach pozycji, albo sztuczkach. Mały zaczyna je wykonywać w odległości, ale jakby "z automatu" przemieszcza się w moją stronę. Planuję wprowadzić jakiś ogranicznik przestrzeni w typu kocyk. Porównamy za jakiś czas.

Przechodzenie z zabawek różnego rodzaju - tutaj również była masakra. W momencie kiedy pojawiała się piłka szarpak przestawał istnieć, dysk przestawał istnieć kiedy pojawiało się COKOLWIEK innego.
W tym momencie przechodzimy z piłki ażurowej na dyski, z piszczących piłek jeszcze trochę za wcześnie, ale z nich za to spokojnie przechodzi na szarpaki. Problemu już praktycznie nie ma.

Zainteresowanie dyskami i chwyt. No tutaj aż rozpływam się z zachwytu. Po październikowym weekendzie w Annówce wzięliśmy się za to na prawdę ostro. Wyłożyliśmy to na tacę i nie spodziewałam się, że efekty będą tak szybko. Moje psowe ma dość delikatną szczenę. Złapanie i szarpanie frisbee jest dla niego czymś abstrakcyjnym - "Bo większe to takie ode mnie i twarde i w ogóle be". Nie chcieliśmy przechodzić na małe dyski ze względu na moje umiejętności rzucania i jeżeli miałam wziąć się do pracy i pokazać małemu, że wcale nie są takie złe to raz a porządnie.
Przy szarpaniu dyskiem wyglądało to mniej więcej tak, że burkowe w sumie tylko chwytało i puszczało, po czym szczekał i gorączkował się tak jakby... chciał a nie mógł... Szarpakami też nie szarpał się jakoś wybitnie mocno, ale bez większego problemu.
Dyski coraz częściej pojawiały się na podłodze w domu, w klateczce zamiast piłki czy szarpaka. Kiedy domagał się zabawy zamiast piłki czy szarpaka pojawiał się dysk. Chcąc nie chcąc musiał zabrać się za gryzienie i memłanie dysku i po swojemu, w swoim tempie przyzwyczajać szczękę do innej struktury.
Chwyt i zainteresowanie poprawiło nam się do tego stopnia, że Bado z pięknym zawzięciem szarpie się frizbiaczami, łapie floaterki i dzisiaj udało mu się pierwszy raz zawisnąć na szarpaku.

Jutro prawdopodobnie kradnę haskosucz, więc w następnym poście napiszę odnośnie odwołania, relacjach z psami, bronienia zasobów itp.




czwartek, 11 grudnia 2014

JW Pets Crackle Head Cuz

Jakiś czas temu, wracając do domu po ciężkiej przeprawie autobusami i godzinnym czekaniu na przystanku, udało nam się podejść do paczkomatu i odebrać długo wyczekiwaną paczkę od Toys4Dogs. Weszliśmy do domu i uwierzcie mi, każda złotówka była warta reakcji psa w momencie, kiedy udało mu się rozpruć pudełko.


Na początku mały pomyślał, że to kolejny ażurek (już tym był podjarany), ale kiedy zauważył, że dodatkowo wydaje z siebie dzikie odgłosy plastiku zwariował.

Zabawka ma formę ludzika z piłeczki ażurowej, na nóżkach i z wypełnieniem z tworzywa, z jakiego wykonuje się butelki, które psy uwielbiają. Warto również dodać, że w 100% poddaje się recyklingowi. Bado wielokrotnie bawił się butelką, jednak odrywały się od niej kawałki plastiku, które próbował jeść, robił dziury z ostrymi krawędziami.
Według zdjęcia w sklepach możemy odnieść wrażenie, że tworzywo w środku przyjmuje formę kuli. Rozwieję tą wizję, ponieważ owy kształt utrzymuje się przez kilka sekund. Początkowo myślałam, że kiedy zgniecie się maksymalnie przestanie zmieniać formę, nie będzie się dalej wyginać, nie będzie aż tak fajnie szeleszczeć. Byłam przekonana, że się "wyczerpie". Nic bardziej mylnego! Jak widać na zdjęciach, temu co w środku piłki wiele brakuje do bycia nazwanym kulą, mimo wszystko nadal jest tak samo fajna jak na samym początku. Plastik w środku, nawet kiedy będzie zgnieciony do stopnia ostrych krawędzi nie da zrobić psu krzywdy, ponieważ jest uwięziony przez mięciutką piłkę ażurową - jest bardziej miękka niż w przypadku najpopularniejszej piłki ażurowej Hol-ee Roller.
Przy tamtej nie udało nam się zrobić ani jednego śladu zęba, tutaj jest ich kilka, jednak bardzo delikatne i nie wydaje mi się, żeby zrobiły się głębsze.



Miałam problem z doborem rozmiaru. Bado w teorii łapie się na typowe S (5.5kg) jednak mało kiedy rzeczywiście bawi się S'kami, zazwyczaj wybieramy M'ki dla psów ok 10kg i są w porządku. W tym przypadku nie potrafiłam sobie odwzorować realnych wymiarów zabawki, w sumie pierwszy raz, więc jeżeli ktoś z was również ma problem to wstawiam zdjęcie porównawcze rozmiaru M do najmniejszej piłki ażurowej - S 8cm

Mój pies nigdy nie używał gryzaków. Żadne gumowe kości, żadne dentale, które nie zostały wypełnione jedzeniem były be. Do ciamkania były albo spożywcze gryzaki albo kongi, ale chyb nic innego się w tej materii nie sprawdzało. W tym przypadku jest inaczej. Kiedy pies jest pobudzony biega z piłką jak szalony, podrzucając ją i ganiaja. Przynosi i domaga się zabawy. Tutaj bardzo na plus nóżki, które sprawiają, że piłka odbija się w bardzo niespodziewanym kierunku.
Jednak kiedy zwierzak jest zmęczony, chce odpocząć, lub po prostu my wymagamy od niego ładnego klatkowania zauważyłam, że bardzo fajnie memła piłeczkę a dźwięk jest dla niego.. odprężający?
Oczywiście powyższy przykład tyczy się piesków małych i nie wykazujących tendencji niszczycielskich, oraz na nie na długie godziny. Zabawka nie jest przeznaczona do samodzielnego użytkowania przez psa, a do wspólnej zabawy z nami. Ale tutaj mamy kolejny plus, ponieważ nawet po błotnistym spacerze piłkę wystarczy przepłukać żeby wróciła do porządku. Podobnie zresztą jak zwykła ażurówka, tyle że tutaj musimy zwrócić uwagę żeby oczyścić kąty zgniecionego plastiku z ziemi, tym bardziej jeżeli bawimy się nią później w domu i nie chcemy mieć masy piachu pod nogami :)

+ łatwa w czyszczeniu
+ wydaje dźwięki bardzo atrakcyjne dla psa
+ odbija się w nieprzewidywalnym kierunku
+ bezpieczna

+/- bardziej miękka niż się tego spodziewałam. dla właścicieli delikatnoszczękich będzie to plusem, dla innych niekoniecznie

Białas serdecznie poleca jako świąteczny prezent!



niedziela, 30 listopada 2014

5000!

Trochę się spóźniłam, ale mimo wszystko dziękuję za już ponad 5 tysięcy wyświetleń, które daje mi motywacje do dalszego pisania bloga. Może to niewiele, ale dla nas to pierwszy mały sukces. Widzę, że coraz częściej się tu coś dzieje więc zapraszam do dalszego zaglądania :)


czwartek, 20 listopada 2014

DIY: Skarpetkowy szarpak


Przygotuj:

- 2 równo przycięte dłuższe kawałki
polaru

- skrawki, resztki polaru lub innych niepotrzebnych materiałów. ja tym razem użyłam też szeleszczącej folii aluminiowej - mały oszalał, ale nie wiem jak sprawdzi się na dłuższą metę. z zabawki, do której dorzuciłam folie zrobił sobie "memłak" a normalnie wypełniona służy jak normalny szarpak

- wysoką skarpetkę

- igłę, nici (ew. maszynę do szycia - my nie mamy tego szczęścia :) i nożyczki

- opcjonalnie piszczałkę - na przykład ze starej zepsutej zabawki




1. Skarpetkę wypchaj skrawkami polarku aż do pięty, do środka włóż piszczałkę, całość uformuj w miarę równomiernie



2. Na górnej części zrób po dwa równoległe nacięcia z każdej strony, przewlecz przez nacięcia polarowe paski.




3. Górną część wywiń do środka, wywiń rogi. Paski polaru ułóż równo pomiędzy piętą a drugą "warstwą"




4. Przeszyj dokładnie. Moje tak bardzo profesjonalne szwy...




5. Paski polaru ułóż na cztery strony i zapleć według standardowego wzoru




6. Zakończ pętelką i gotowe :)




poniedziałek, 17 listopada 2014

Leniwy listopad

Zimny, leniwy, nudny listopad, chociaż nie wiem wcale czy tak bardzo leniwy dla białego. Nauczyłam się pewnej zależności, która pozwoliła mi wyciągać pozytywy z absolutnie każdego treningu, przecież ciężko o taki, na którym nie wychodzi zupełnie nic, prawda? A nawet jeżeli, to nasze treningi są ostatnio w idealnej dla psiego móżdżku częstotliwości i daje mi to dużą atrakcyjność w oczach małego.
Wychodzimy średnio na godzinkę raz na 2-3 dni, robiąc kilka różnorodnych sesji. Trochę zainteresowania i aportu dyskami, które dzieciak zaczął troszkę łapać i pękam z dumy, trochę sztuczek na świadomość ciałka, trochę budowania mięśni, wchodzenia na przedmioty, obiegania i tego typu głupot.
Oprócz tego, zauważyłam że w chłodnym sezonie dużo osób w
zięło się za obi, więc i mi dało to fajną motywację i zaczynamy coś grzebać. Wcześniejsze elementy robiliśmy "domowo" i byłam przygotowana, że na dworze nie wyjdzie idealnie, natomiast mistrz pokazał mi, że bardzo się myliłam zachowując się jakby znał to wszystko od lat. Teraz będziemy bawić się nad szczegółami, oboje mając z tego frajdę. Generalnie przestałam zauważać jakieś makabryczne zachowania, owszem zdarzy się psu uciec, ale wina zazwyczaj leży po mojej stronie i szybko zapominam o niefajnych incydentach , robiąc po nich rzeczy, które wychodzą już fajnie.
Chyba najwięcej pracy musiałam włożyć w siebie, swoje wyczucie i dostrzeganie tego, na jak genialnego psa trafiłam.

W któryś z ostatnich dni wybrałam się ze swoim mężczyzną i psami do lasu i niestety u małego odezwało się bronienie zasobów nad którym pracujemy - również z postępami, bo dzieciaczkom udało się nawet przez chwilkę załapać razem jedną zabawkę!




Bado śpi padnięty po krótkim spacerku i swoich nocnych żołądkowych problemach :( Macie może jakieś sprawdzone sposoby na powstrzymanie wymiotów u psa? Małemu powtarza się to co jakiś czas, a do weterynarza mamy jeździć dopiero, kiedy sytuacja powtarza się
przez kilka dni, lub jest bardzo drastyczna.
Jest też jedna przykra wiadomość - mianowicie nasz działkowy piesek kilka tygodni temu został potrącony przez auto. Był w bardzo złym stanie, w tym momencie jest w stanie chodzić, mimo tego że sprawną ma tylko jedną łapę. Czekamy do środy, bo wtedy zapadnie decyzja, czy jest sens leczyć go dalej, czy będzie się tylko męczył, trzymajcie kciuki!

Dla zainteresowanych poprzednim postem - przygotowanie postu DIY niedługo dobiegnie końca, szykujcie stare skarpetki! :)


poniedziałek, 10 listopada 2014

Mała zapowiedź

Oj chyba szykuje się DIY w najbliższych dniach :)

Nadal zapraszam na nasz fejsbukowy fanpejdż, który opisuje psie życie na bieżąco zostawiając na blogu miejsce na konkrety.



poniedziałek, 20 października 2014

Październik, czyli frisbee i szalona pomarańczowa świnka

Dopadł nas jesienny, melancholijny nastrój, ja choruje od kilku tygodni i niewiele ruszamy się z domu, więc mały się nudzi. W ramach odstresowania niespodziewanie zahaczyliśmy o Październikówkę, ponieważ w ostatniej chwili zwolniło się miejsce :)
W skrócie - piesek pokazał swoje fizyczne możliwości, którymi (przez swoją budowę, krótkie łapy, "sztywność" ciała) zaskakuje mnie z dnia na dzień. Coraz częściej mi się wydaje, że on nie tyle nie potrafi, co nie chce. Ja przez to zakładam, że niektórych ćwiczeń nie da rady wykonać, co okazuje się nie być prawdą! Tym razem po seminarium przyjmuje sobie za życiową misje popracować nad pięknymi vaultami i wypracować PORZĄDNE zainteresowanie dyskami, ponieważ teraz szarpie się nimi jak ma ochotę i zazwyczaj w domu. W mieszkaniu wśród porozrzucanych zabawek na półce leżą w swobodnym dostępie psiaka wszystkie dyski. Myły wyjmuje wszystkie, memła, memła, memła i podstawia do mnie żeby się pobawić - o to nam chodziło! Mam nadzieję, że to trochę nam pomoże w przekonaniu małego że tym dziwnym okrągłym czymś też można się fajnie poszarpać - nie tylko w domu.


Przechodząc do dzisiejszego tematu jakiś miesiąc temu zawitała u nas pomarańczowa świnka, z serii Kong Jels. Długo nie mogłam zebrać się do jej kupna a cały czas się do tego przymierzałam. Najpierw sklep internetowy, ale jednak zrezygnowałam z zamówienia w tym, w którym były. Później już miałam ją kupować kiedy do Annówki przyjechały produkty od Fun4Dog, jednak też wygrało kilka innych rzeczy. Ale już wtedy po obmacaniu ze wszystkich stron miałam pewność, że gabaryty i forma zabawki sprawdzi się u nas idealnie. My skorzystaliśmy z zamówienia z USA, gdzie każdy żelek dostępny jest w każdym kolorze - dzięki temu nasza świnka jest pomarańczowa a nie różowa.

porównanie wielkości do Kong Squeez Ball
Teoria mówi, że wykonane są z giętkiego, żelkowego tworzywa. Faktycznie są dosyć miękkie, ale nie bardziej niż reszta produktów z serii. Sukces, że Bado jest w stanie sam piszczeć piszczałką :)
Nie mamy na niej ani jednego śladu zęba, chociaż mały ma ją cały czas pod ręką, może ją ściskać, rzucać, memłać i nie ma w zwyczaju marnować takich okazji.
Rzucona leci bardzo daleko (jak na to, że rzucam jak ostatnia kaleka) i końcowo odbija się w różne strony. Cała jej forma sprawia, że pies bardzo się nakręca.

Du, już po naprawionym aporcie nadal miał aport piłek pod znakiem zapytania. Żelkiem na upartego da się z nim fajnie poprzeciągać, chociaż nie polecam tego przy psach z mocniejszą szczeną. Ku mojemu zdziwieniu dalekie jak na mnie rzuty przynosił bez zastanowienia, co później przeniosło się na piłeczki.

W przeciwieństwie do Squeez Ball większa część powierzchni żelka jest gładka, czyli ośliniona przez psa ślizga się dużo bardziej. Rzucając go na spacerze po deszczu bardzo zbiera brud i nie da się wrócić z rękami w innym kolorze niż czarny. Łatwo oblepia się ziemią, piachem, przez co psiakowi z dłuższą sierścią na pyszczku bardzo się on brudzi i w efekcie może go trochę zjeść.
Mimo wszystko wystarczy wrzucić zabawkę pod strumień wody i wszystko się natychmiastowo spłukuje. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że gromadzącej się w środku wody nie można się pozbyć i trzeba bardzo uważać żeby nie wyhodować sobie w środku nowej cywilizacji...
Piszczałka bez zarzutu, nawet kiedy w środku nagromadzona jest woda. Piszczy dosyć głośno, pies słyszy z daleka a człowieka doprowadza do szału, no ale czego nie robi się dla kochanego
zwierzaczka? :)
chyba dosyć wyraźnie widać wodę w środku :)

+ za granicą duży wybór kształtów i kolorów
+ odbija się w nieprzewidywalnym dla psa kierunku, nawet od trawy, rzucona leci daleko
+ wytrzymałość, brak śladów zębów
+ piszczałka - łatwa do samodzielnego piszczenia nawet przez małego psa, głośna, nie przestaje piszczeń nawet w kontakcie z wodą

- brudzi ręce
- bardzo, bardzo zbiera psią ślinę
- mycie - z jednej strony łatwa do umycia, a z drugiej bardzo uciążliwe jest ciągłe gromadzenie się wody w środku. to najprawdopodobniej nie doprowadzi do niczego dobrego
- praktycznie niedostępna w Polsce w regularnej sprzedaży

Cena M'ki to zazwyczaj 23-28zł. Dla mojego psa podejrzewam, że będzie nie do zdarcia, jednak woda w środku zostaje pod znakiem zapytania (chyba, że ktoś ma na to jakiś sprawdzony patent, byłabym superwdzięczna). Moim zdaniem jest jak najbardziej warta swojej ceny :)

Wszystkich, który dotrwali do końca serdecznie zapraszam do odwiedzania i lajkowania Baduczowego fanpejdża. Będzie wam wysyłał fejsbukowe buziaczki.


środa, 1 października 2014

Mam piłkę większą niż twoja głowa, czyli o piłkach dla małych psów

Jak każdy właściciel małego psa dosyć często zmagam się z problemem dobierania akcesoriów. O ile przy niektórych przedmiotach, takich jak frisbee, problem jest niesamowicie irytujący, o tyle przy zabawkach zazwyczaj udaje się znaleźć dogodne rozwiązanie. No właśnie, zazwyczaj nie znaczy zawsze. Mimo, że moja mała pirania dosyć dobrze radzi sobie również z zabawkami przeznaczonymi dla nieco większych przedstawicieli gatunku, o tyle z piłkami bywa masakrycznie.

Niektórzy producenci w ogóle nie produkują piłek w rozmiarach mniejszych niż 6cm, a te, które już są zazwyczaj są ciężko dostępne.
Są piłki, które tak jak HOKO Funny 63, mimo tego, że są dla nas trochę duże, mały jest w stanie bez problemu chwycić je w pyszczek, złapać, nie uciekają mu na wszystkie strony i spełniają się w swojej roli, jednak tego samego rozmiaru KONG Squeez jest zupełną odwrotnością. Jest świetną piłeczką, ale niestety zaczyna się od M'ki. Mimo tego, że rozmiarowo są podobne wykorzystujemy je do zupełnie innych ćwiczeń, bo do tych samych w ogóle się nie nadają.


Miałam spory problem kiedy wprowadzałam Maluchowi ćwiczenia na łapalność. Nawet HOKO, która wydawała się być piłeczką idealną nie pozwalała się złapać do pyszczka "na raz". Na ratunek przyszła dostawa piłeczek Sumplast w sąsiednim sklepie zoologicznym, które, ku pochwale firmy występują w rewelacyjnym rozstawieniu rozmiarowym. Mamy tej firmy trzy piłeczki. Dwie malutkie, idealnie dopasowane do pyszczka "westo miniaturki", świetnie sprawdzające się przy rzutach, w których oczekuje od psa chwytu, oraz większą piłkę z wypustkami na jedzenie, lub do samodzielnej zabawy, której większy rozmiar nakręca psa i pozwala mu się zająć sobą przez jakiś czas. Do tego samego służą też specjalne, większe piłki, typu Boomer Ball, lub Jolly Bounce 'n Play, jednak u nas nie spełnia swojego przeznaczenia w ogóle, ku mojemu zdziwieniu.



Niedługo planuje sprawdzić również Air Dog'i KONGa, ale na inne mniejsze piłeczki nie mam zupełnie pomysłów :(


poniedziałek, 15 września 2014

Chorobowe

Du ostatnio złapał paskudne choróbsko. Na początku zaczynało się od pojedynczych wymiotów, a potem potrafił wymiotować już nawet po dziesięć razy dziennie. Poszliśmy do weterynarza - pierwsza porcja leków nie pomogła, wręcz się pogarszało. Mały potrafił zostawić prezent przy dwugodzinnej nieobecności, co nie zdarzało mu się nigdy od drugiego miesiąca życia, nawet przy wielogodzinnym pobycie samemu. Dostał ścisłą dietę i jest strasznym biedakiem niedostającym żadnych pyszności. Noo, przynajmniej rozpieszczają go puszkowaną dietą weterynaryjną, a młody wszelkie puchy uwielbia.. 13zł za sztukę powala na kolana, ale co zrobić...
Dostaje antybiotyk już któryś dzień i się polepsza. Jutro idziemy skontrolować to u weterynarza

Oprócz tego przechodzimy kryzys treningowy... Absolutnie wszystko jest fajniejsze od pańci, zabawa poza domem nie jest atrakcyjne w żadnym stopniu, dlatego postanowiłam pracować nad sztuczkami, koordynacją, mięśniami a treningi frisbowo aportowo adżilitkowe odpuszczam dopóki Bado nie wyzdrowieje i nie będzie wykastrowany. Niestety, ale liczy się dla małego tylko zaznaczenie terenu.

W sobotę byliśmy na długim spacerze na wsi, w lesie, gdzie mały był geniuszem. Ja bardzo mądrze wrzuciłam superaero w krzaki, ale Bado ma jeszcze swojego kochanego pańcia, który dzielnie przedarł się przez krzaczory i uratował jego najfajniejszy dysk :)








czwartek, 11 września 2014

Hear Doggy! Ultradźwiękowa zabawka dla psa

Od kilku dni zastanawiałam się jaki produkt poddać kolejnej recenzji. Chciałam napisać kilka słów odnośnie całej paczki Animibox, jednak to nie ucieknie przy następnych paczkach.

Chcę podzielić się z Wami swoimi spostrzeżeniami co do zabawki Hear Doggy. Kiedy poszłam odebrać niecierpliwie wyczekiwaną paczkę, w której już mniej więcej wiedziałam co się znajdzie miałam podejście, że będzie to przeciętny pluszak. Widziałam wcześniej pojedyncze sztuki na allegro, ale nie była na tyle przekonująca żeby ją kupić, powiem więcej - byłam do niej bardzo sceptycznie nastawiona.

Z opisu producenta:
Pluszowe zabawki Hear Doggy! oferują psom te same wrażenia i radość z zabawy, co klasyczne pluszowe, piszczące odpowiedniki, ale bez słyszalnych dla człowieka dźwięków. Pies słyszy na znacznie szerszym zakresie częstotliwości (0 – 45KHz) niż człowiek (0 – 20 KHz). Dźwięk wydawany przez zabawkę został ustawiony na częstotliwości 24-28 KHz. Każda z nich wydaje dźwięki poza słyszalnym dla człowieka spektrum, ale nadal daje radość z zabawy waszym czworonożnym przyjaciołom.




Do wyboru mamy kilka wzorów i typów zabawki, w formie plush - pluszaka i w płaskie, bardziej przypominającej szarpak - flattie . My dostaliśmy pluszaka - gwiazdkę.
Wizualnie prezentuje się sympatycznie, duże oczy i uśmiech, o który bałam się najbardziej, że zostanie wypruty.
Początkowo była traktowana oszczędnie - tylko przy zabawie ze mną. Bado nie jest psem niszczycielskim, ale w kwestii pluszaków jest bezwzględny i wypruje flaki każdemu, który stanie mu na drodze.

Reakcja Bado na gwiazdkę Hear Doggy przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Biały dostał kopniaka szczęścia, dokładnie takiego za jakim tęskniłam. Nakręcił się niesamowicie i tarmosił rozgwiazdę po całym mieszkaniu co chwila podsuwając mi ją pod rękę do szarpania.
Mój nieaportujący piesek potrafił biec do mnie z TĄ zabawką na DCDC przy dziesiątkach psów wokół. Zdecydowanie stała się nową ulubioną zabawką a mały dojrzy ją wszędzie choćby była najlepiej schowana.

Bałam się o wytrzymałość. Mimo, że mały nie jest psem niszczycielskim tego typu zabawki szybko pozbawia zawartości, ale ku mojej radości po prawie miesiącu intensywnej zabawy nie ma nawet najmniejszego rozprucia. Wyprana wygląda jak nowa.

Najważniejszym w zabawce są ultradźwięki. O ile psy zazwyczaj kochają piszczałki to właściciele niekoniecznie. Sama jestem osobą, której na dworze piszczałki nie przeszkadzają, ale w domu żadna piszczałka nie będzie tolerowana. W Hear Doggy możemy wymacać niewielką poduszeczkę, po której naciśnięciu słyszymy tylko wypompowywane powietrze, jak normalna, która jest zepsuta. My nie słyszymy nic a pies reaguje szaleństwem. Po naciśnięciu od razu wybiega z klatki, nawet jeżeli nie widzi zabawki, nie mam zastrzeżeń, co do tego, że pies mógłby jej nie słyszeć.

+ my nie słyszymy jej wcale a pies bardzo dobrze
+ jest bardzo przyjemna dla psiej szczęki
+ duży wybór wzorów

+/- jest dużo bardziej wytrzymała niż przeciętne pluszaki, aczkolwiek przy psie, który zabawki niszczy pewnie nie byłaby zabawką na lata

- szybko się brudzi
- nasza jest trochę za duża i małemu czasem ciężko się szarpać żeby nie wypadła mu z pyska, u nas lepiej sprawdziłby się inny model, ale to raczej moja wina, bo wybrałam za duży rozmiar

Zabawkę można znaleźć w niewielu sklepach internetowych a czasem na allegro. Ceny wahają się od ok 40zł do 60zł. My mieliśmy przyjemność otrzymać ją w ramach paczki Animibox i wyniosła nas o wiele mniej biorąc pod uwagę wartość reszty produktów. Szczerze polecam boxy, ale o tym bardziej szczegółowo za jakiś czas :)