poniedziałek, 30 czerwca 2014

KONG Genius Leo


Kilka tygodni temu zapukała do drzwi długo oczekiwana paczka z psimi zabawkami. Najbardziej zależało mi na czymś wyczerpującym intelektualnie psa w domu, kiedy chcę żeby zajął się sobą, oraz czymś, co pomoże mi uatrakcyjnić jedzenie w psim rozumku. Nie zawiodłam się i z całego zestawu najbardziej pomógł nam KONG Genius Leo, dla małego oczywiście w rozmiarze S (teoretycznie do 9kg, ale myślę, że nawet 15kg psiak będzie zadowolony).

Trochę teorii

Jest to kolejna zabawka firmy KONG w ciekawej formie, wykonana z najwyższej jakości, nietoksycznej i pozbawionej nieprzyjemnego zapachu gumy kauczukowej. Jej innowacyjny kształt pozwala na poznanie nowych talentów w wydobywaniu smakołyków przez Twojego pupila.
Zabawki serii Genius pozwalają na łączenie się w celu budowy bardziej skomplikowanej przeszkody w wydobyciu smakołyków (o Mike kiedy indziej).

Zabawka jest podobna do kręgla, a zawartość, jaką w niej umieścimy wylatuje przez dwa otwory w kształcie litery X, oraz przez długi komin.



Smakołyki wylatują na prawdę bardzo opornie. Nadaje się dla psów, które bez problemu rozprawiają się z klasycznymi kongami, kostkami itp. i nie zniechęcają się, jeżeli przed ładnych kilka minut nie wypadnie nawet jeden smaczek.

Jakościowo jestem na prawdę zadowolona. Nie wiem dlaczego, ale widziałam ostatnio kilka produktów Konga wyglądających na rasowe podróbki (popękane, guma zupełnie inna w dotyku, zbyt sztywna). Co do swojego nie mam żadnych zastrzeżeń. Na pierwszy rzut oka guma wydawała się bardzo sztywna i miałam trochę obaw, że mały nie będzie mógł sobie poradzić z ruszaniem "skrzydełkami" przy otworach, ale po jakimś czasie zrobiły się bardziej elastyczne (ale nie zniszczone). Piesek manewruje na naprawdę wiele sposobów, rzuca zabawką, memła, żuje, drapie, mimo to po kilku tygodniach użytkowania nie ma ani jednej rysy, zadrapania czy pęknięcia.

Dodatkowym urozmaiceniem jest na prawdę fajna możliwość łączenia Kongów z serii Genius, chociaż Bado zdecydowanie częściej bawi się nimi pojedynczo, ponieważ razem są dosyć ciężkie. Radzi sobie, ale piesek jeszcze mniejszy od niego mógłby mieć problem.

Czym napełniać?



Do środka zazwyczaj wrzucam kilka ziarenek suchej karmy, połamanych rybnych paluszków, oraz smaczki własnej roboty. Nie mamy zbyt wielkiego pola manewru, bo należy pamiętać, aby zawartość była wielkości pozwalającej na swobodne przejście smakołyku przez któryś z otworów. Zbyt dużych smakołyków pies nie wydobędzie na pewno i tylko się zniechęci. Zbyt duża ilość jedzenia w środku może poskutkować tym samym. Kilka granulek karmy jest w stanie zająć psa na prawdę na długo.

Jeżeli pies z taką zawartością radzi sobie dobrze, można dodatkowo blokować któryś z otworów przy pomocy większych ciastek, albo zakleić komin np. jogurtem.



Byłam dosyć sceptycznie nastawiona, co do umieszczania w środku małych kawałków żółtego sera, mięsa i ogólnie szybko psujących się rzeczy, w obawie, że w środku będą zostawały resztki, które nie sposób będzie domyć. Nic bardziej mylnego - spokojnie wystarcza szczoteczka do zębów, a płyn do naczyń bez problemu się wypłukuje.

Po skończonej zabawie, która może trwać  nawet 2 godziny pies pada ze zmęczenia i zasypia, a my mamy trochę czasu dla siebie.

+ cena (na takiej jakości czasopochłaniacz jest na prawdę do przyjęcia)
+ nakręca psa na jedzenie (pies musi zawzięcie "walczyć", u Bado zauważyłam większe zaangażowanie przy sesjach na smaczki)
+ wbrew pozorom łatwy do wyczyszczenia
+ wyczerpuje psa intelektualnie i zachęca do kombinowania

- ograniczona możliwość wypełniania
- po połączeniu z Genius Mike może być zbyt ciężka dla małych psów

Najtaniej znalazłam w sklepie Pupilshop i tam właśnie zamówiłam.


poniedziałek, 23 czerwca 2014

Wakacyjnie

Zupełnie poczuliśmy wakacje, ze względu na dużo wolnego czasu robimy treningi dosyć często, a pan B jest pięknie zmotywowany. Na środę mamy zaplanowany mały pokaz sztuczek w szkolnym Mam talent , czego cholernie się boję. To dla nas spore wyzwanie, ale raz się żyje. Przynajmniej zobaczymy nad czym musimy popracować.

Staram się szlifować z małym sztuczki, świadomość ciała i codziennie chociaż na chwilę pokazywać mu frisbee, małe w końcu jest na nie pięknie nakręcone. O dziwo, kiedy Bado się w coś wwącha i wołania olewa dyskiem jestem w stanie go od razu przekupić. Do końca tygodnia odpuszczam wszystkie sesje w domu, bo potem na dworze wychodzi kiepsko. Popracuje nad kondycją - i swoją i burka, a w przyszłym tygodniu pogrzebiemy adżilitki.

Faflik ładnie utrwalił aport, przynosi zabawkę już w sumie bezdyskusyjnie, nie pamiętam kiedy ostatni raz musiałam go korygować smyczą, a tym bardziej nie pamiętam zabawy w "moje, nie oddam!". Cieszę się też, że ładnie się skupia i pracuje w nowych miejscach, nowych sytuacjach, przy nowych ludziach, chociaż z innymi psami jeszcze jest problem, a niestety nie mam nikogo z psem, żeby przećwiczyć to w ogarnięty sposób. Na osiedlowe burki reakcję są najróżniejsze.


   
Żeby nie było tak kolorowo, po ostatniej wizycie w lesie przeglądałam psiaka 15 razy od góry do dołu, bo wydawał się apatyczny, ma biegunkę, a kleszcza zdjęłam mu tylko jednego z futra, nawet nie wbitego. Jednak urok długowłosej kulki pokazał mi pasażera dopiero przy dzisiejszym kąpaniu, na dodatek tuż pod okiem. Jutro zasuwamy do weterynarza i oby wszystko było dobrze...
Zamówiliśmy też kilka nowych zabawek Konga, oba geniusy, wubbe flappy ears i dentala. Może niedługo jakaś recenzja :)


poniedziałek, 16 czerwca 2014

Przełamujemy psie bariery

Przyszedł czerwiec. Czas leci niemiłosiernie szybko, nie ostrzegając nawet, że za półtora miesiąca mała biała kuleczka definitywnie postawi krok w dorosłość i skończy rok. Z nieporadnej kluski kształtuje się coś na pozór zrównoważonego i dostojnego psiego mężczyzny, ale ja nadal widzę w jego spojrzeniu małą, słodką, nieporadną ciapę.

Zaczęliśmy ostatnimi czasu więcej skakać i bardzo skupiać się na świadomości dupki i ogółem całego ciałka. Pieseczek bardzo ładnie manewruje i myśli. Ładnie zmienia pozycje i nie jest to już ani robienie wszystkich pozycji na ślepo "a może się uda", ani automatyczna papka komend jak po praniu mózgu.

Szczeniaczek został poddany próbie dorosłości pod kątem ewentualnych braków w socjalizacji, czego bardzo się obawiałam. Wzięliśmy pieseczka na plenerowy koncert w naszym mieście, żeby na spokojnie zobaczyć jak reaguje na głośną muzykę i duże ilości ludzi w nieznanym miejscu, gdzie w razie nadmiernego stresu szybko możemy uciec do domu. Spodziewałam się na prawdę dużego stresu z jego strony i pozytywnie się zaskoczyłam, bo małe dzielnie wzięło na klatę całą sytuację, szarpał się i sztuczkował tuż przy głośnej scenie (na kawałku trawki, gdzie nie było ścisku, rzecz jasna). Przetestujemy pieseczka kolejny raz - będziemy mieli okazję posztuczkować przy trochę większej ilości osób, przy rozproszeniach, więc przed nami cały długi tydzień pracy.

Aparat mamy chwilowo zepsuty - a szkoda, bo małymi krokami obwąchujemy się w adżilitkach a i przy frisbee coraz częściej wszystkie cztery łapy wiszą w powietrzu. Niedługo zamówię świeżutki komplet dekli, ale poważniej pewnie weźmiemy się za to dopiero po Annówkowym obozie w lipcu, bo boję się, że swoją niedoświadczoną ręką wyrobię w moim opornoskocznym psie jakieś niefajne nawyki.

Generalnie ostatnich kilka tygodni na wielki pozytyw i jestem mega dumna z pieseczka. A teraz, po frisbowo, sztuczkowo aportowym treningu idziemy na zimną herbatkę, konga i filmy.

poniedziałek, 2 czerwca 2014

Powoli, ale do przodu

Burkowaty coraz bardziej mnie zadziwia. Pieseczek jak wiadomo do tych najzwinniejszych i najbardziej wiotkich nie należy, ale widać postępy i na tym się skupimy.

Od mniej więcej 4 miesięcy, raz na kilka dni ćwiczyliśmy nakierowywanie pieska na bok w ramach komendy "turlaj się" (u nas "roll"). na początku małe nawet nie chciało się położyć na boku, miał straszną barierę, później, przez bardzo długo okres wyglądało to tak, że przewracał się na bok i bardzo nieudolnie próbował się odpychać łapkami, po czym się wystraszył i wstawał. Mimo wszystko bardzo wytrwale ćwiczyliśmy, aż w końcu na spacerze pierwszy raz w życiu zobaczyłam mojego małego sztywnego terierka tarzającego się w trawie. Wykorzystałam sytuacje wylewnie go nagradzając i przy następnej sesji pięknie wszystko załapał i nie wiadomo nawet kiedy zaczął pięknie robić całą sztuczkę.

We frisbee też widać postępy. Psiak jest mega nakręcony. Przez cały czas ćwiczyliśmy wyskakiwanie do dysku z ręki, jako że pieska do skakania trzeba dobrze motywować a moje rzuty do najlepszych nie należą. Ostatnimi czasy trochę poćwiczyłam i wykorzystałam sytuację psa do granic nakręconego po kąpieli, poskutkowało pięknymi wyskokami i kilka razy udało mu się złapać 2-3cm floaterki. Niby nic, a jednak sporo. Idziemy co prawda nie najszybszym tempem, ale wolę się bardziej skupić na postawach, żeby nie zniechęcać pieseczka i ładnie wszystko dopracować. Gdyby ktoś jeszcze kilka dni temu powiedział mi, że Bado się przeturla, albo wyskoczy do dysku, który nie jest w mojej ręce szczerze bym go wyśmiała.


Właśnie kończymy opakowanie Taste of The Wild z bizona, wcześniej dostaliśmy próbkę Purizona z kurczakiem i rybą, na którego punkcie pies oszalał. Dlatego tym razem zamówiłam wspomnianego Purizona w wersji puppy z kongiem w gratisie, ponieważ ma praktycznie identyczny skład jak wersja z kurczakiem i rybą. Szczerze nie wiem czym się różnią, skoro nawet wielkość chrupek jest porównywalna, ale o karmach kiedy indziej. Wypróbujemy nową i postaram się porównać ją z TOTW :)