poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Nieprzewidywalny potwór

Moje małe, białe stworzenie zaczęło mnie ostatnio zaskakiwać... CAŁY CZAS. Raz pozytywnie, raz negatywnie, ale coś muszę robić nie tak, skoro pies jest tak bardzo niestabilny? Chyba, że to taki wiek, jednak cały czas staram się szukać swoich błędów, których prawdopodobieństwo jest dużo większe.

Czwartkowy wypad do Łodzi.
Piesek w pociągu - zachowanie wzorowe, raz pod siedzeniem, raz na kolankach. Zwinięty i odpoczywający, chociaż tu się nie dziwię, bo jechaliśmy nowym pociągiem. Wygodnym, czystym, cichym i nie rzucającym burkiem na wszystkie strony. Mały wyjątkowo boi się przejść podziemnych, zawsze pcha się żeby iść przy ścianie, z podkulonym ogonem, jednak tym razem obyło się bez zbędnego stresu. Nie jest przyzwyczajony do dużych miast, a potrafił się skupić i swobodnie chodzić przy tych najbardziej zatłoczonych ulicach.

Na chwilę odwiedziliśmy Manufakturę, spod której udaliśmy się prosto na trening do parku Mickiewicza. Ogółem terrierek nie zachowywał się najgorzej, ale uderzyło mnie jak na początku zawzięcie próbował bronić zabawek, niekoniecznie swoich. Był bardzo drażliwy jeżeli Lili w zabawie znalazła się zbyt blisko jego pyszczka, ale po kilkukrotnym sprostowaniu się uspokoił i później przez dłuższy czas pieski pięknie pląsały. Bardzo ładnie się skupiał jak na obecność drugiego psa i myślał, to chyba najważniejsze.

fot. Milena Kwiatkowska
fot. Milena Kwiatkowska



Piątek był dniem na odpoczynek przez sobotnim spacerem wokół lotniska. W ostatni dzień okazało się, że żaden pociąg nam nie pasuje, no ale co zrobić - pojechaliśmy wcześniej. Spodziewałam się, że będzie tak samo luźno jak w czwartek a rano zastanawiałam się czy w ogóle jechać, bo pies zachowywał się bardzo dziwnie. Już na dworcu zaczął miałczeć. Wsiedliśmy do pociągu i tym razem psowe nie było już tak szczęśliwe i wyluzowane. Nie mógł znaleźć sobie miejsca, wiercił się i od czasu do czasu pomiałkiwał. Tym razem też nie chodził tak fajnie po mieście. Ciągnął, był zestresowany i potrafił kulić się przy przejeżdżającym aucie - zupełnie nie w jego stylu. Stwierdziłam, że skoro mamy jeszcze trochę czasu zahaczymy o park przy dworcu i rozładujemy atmosferę. Pies był tym faktem uradowany. Chwilę poćwiczyłam z nim odwoływanie i aport, który jak na tak duże rozproszenie wyszedł bardzo przyzwoicie. Mały całkowicie wyluzował i później nie robił już problemów o przejście przez ulicę :D

Na samo "miejsce spotkania" trafiliśmy o 12, jednak okazało się, że wcale ono nim nie było. Jak zwykle musieliśmy pobłądzić.
Piesek bardzo ładnie się zachowywał jak na obecność tylu psów. Większość czasu trzymałam go na smyczy, bo po dzikich wygłupach mógłby nie mieć siły przejść całej trasy, ale było na prawdę przyjemnie i muszę częściej myśleć o takich wypadach.

Piesek przez cały dzień zrobił spokojnie 20km i w pociągu ułożył się od razu do spania, nawet nie zauważył kiedy korzystając z opóźnienia na 10 minut wyszłam z wagonu. Tuż przed pociąg, żeby nie było, że mógłby odjechać beze mnie! :D

Jeszcze tydzień do DCDC w Warszawie, a my dopiero się obudziliśmy żeby zarezerwować jakiś hotel... Oby się jeszcze coś znalazło :D







sobota, 16 sierpnia 2014

Pogodowe rozczarowania

Parę dni temu postanowiłam jechać do Łodzi potrenować aport w rozproszeniach. Niestety, ale pozostawia jeszcze wiele do życzenia. Planowałam przy okazji kupić też drugą klateczkę w Netto, cena jest przyzwoita a przydałoby mi się coś na działkę.
Pogoda zepsuła nasze plany i wybierzemy się w tygodniu.



Zamiast tego codziennie przesiaduję z psami na działeczce. Z małym robię aport, a z działkowym dziadkiem Morusem grzebię samokontrolę. Psiaki od jakiegoś czasu zaczęły się akceptować i Morus nie próbuje już zabić białego intruza. Chłopaki radośnie pląsają po całym podwórku, chociaż i tak trzymają się nie co na dystans.

Z Bado mogę pobiegać trochę agility, bo w końcu udało mi się to troszkę ogarnąć. Mam nadzieję, że wkręcę się na jakieś semi, bo sama wolę się za to nie zabierać. Mimo wszystko Białas bardzo ładnie sobie radzi. Popracowaliśmy trochę nad flipami i overkami. Ładnie trzyma wagę i bardzo podobają mi się jego mięśnie. Postaram się porobić trochę więcej zdjęć, chociaż to nie jest moją mocną stroną. 

Na początku przyszłego tygodnia powinien przyjść do nas Animibox, zobaczymy co fajnego będzie w środku i może coś naskrobię.



Brudny pies to szczęśliwy pies :)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Drogi piesku... Pieniądze na drzewach nie rosną


Od jakiegoś czasu myślałam już żeby zrobić takie zestawienie i kolejny post z tego cyklu na blogu Małego Białego postawił kropkę nad i. Post, w ramach akcji Psijacielu Drogi.

Z Bado jesteśmy razem od roku, jest nieniszczycielskim psem, którego udało mi się ogarnąć na tyle, że chce pracować. Nadgryzamy elementy frisbee, raczkujemy w agility i obi. Jak można zauważyć koszty będą dotyczyły psa prowadzonego sportowo. Ja jestem osobą, która na psie nie oszczędza. W sumie większość pieniędzy, które mam idą na psa. To dla mnie ogromna frajda, kiedy widzę jak nowa zabawka potrafi nam ułatwić pracę ze sobą, albo jak młody cudownie prezentuje się w nowiutkim kompleciku szelek :)

O Akcji - Naszym celem jest uświadomienie ludziom, że każdy pies to wydatek finansowy. Jako blogerzy często 
mówimy o naszym życiu z psem, przedstawiamy wspólne wyjazdy czy zdjęcia zadowolonego 
czworonoga. To sprawia, że wiele osób decyduje się na posiadanie psa w ogóle, a czasem na psa 
konkretnej rasy. Uważamy, że należy zwracać uwagę na fakt, iż pies to regularne wydatki: na jego 
żywienie, profilaktykę weterynaryjną, zaspokojenie potrzeb takich jak zabawa, spacer, socjalizacja czy 
wychowanie. Niejednokrotnie to również niespodziewane wydatki na leczenie. Bezpieczne i niosące 
satysfakcję uprawianie psich sportów – tak teraz modne – wymaga poświęcania funduszy na 
seminaria, kursy, zawody, akcesoria oraz właściwe przygotowanie fizyczne i psychiczne psa.

Ja również podkreślę, że celem nie jest marudzenie, a raczej uświadomienie potencjalnych właścicieli. Sama planuję kolejnego psa w przeciągu kilku lat, ale wiem, że muszę mieć nieco odłożone..
Pierwsze i najważniejsze czyli Pies. U nas koszt był (nie)wielki, ponieważ (o zgrozo) Bado był z pseudo.
800zł

Teraz, jako wytłumaczenie "nie" znalazło się w nawiasie dorzucamy Weterynarza
Szczepienia przeciw wściekliźnie, odrobaczania, seria szczenięcych szczepień, chipowanie, wizyty kontrolne - ok 150zł.
Następnie pojawił się dosyć poważny problem i poważna choroba układu pokarmowego małego. Największe prawdopodobieństwo jest takie, że wszystko wynikło z zaniedbania w okresie szczenięcym, jeszcze zanim trafił do mnie. Koszt całego leczenia, prześwietleń, razem ze specjalnym jedzeniem na ten okres wyniósł ok 500zł.
Do tego dojdzie kastracja i prześwietlenie bioderek w najbliższych miesiącach - ok 300zł.

Z życia szczeniaka...
Podkłady higieniczne i niezliczone ilości chusteczek... Kocyki, legowisko, różne papisiowe pierdoły.
Ok 200zł.

Klatka - na dobry sen, kupiona okazyjnie za 30zł (kiedy dzień wcześniej chciałam kupować za 120 <3)




Jedzenie
Karma rozkłada się u nas na Bado i psiaka na działce, więc zrzucamy się z mamą po połowie. Sumuję połowę cen w zawyżeniu - Faflik ma mniejsze dawkowanie niż Morus i nie zawsze zjada całą porcję ze względu na smaki i różne przekąski.
Najpierw był 8kg worek Royala, 13.5 TOTW, 13,5 Purizona i 15kg Lukullusa. Karmy raczej były kupowane w promocjach, więc nie jest źle - z rachunków wychodzi 295zł.
Kupowaliśmy też małe opakowania Acany i przez pierwsze 2 miesiące Royala na wagę (ok 50zł)
Smaki, kostki, pasty, odświętnie mokre żarcie... myślę, że dobre 200zł

Pielęgnacja.
Bado jest regularnie kąpany w psim salonie sąsiadów, ponieważ nie ma wstępu do łazienki, jednak jest to nasz dodatkowy koszt z czym większość psiarzy nie ma problemu, więc nawet nie chcę się zagłębiać ile na to poszło.
Trymowany był  na razie 3 razy (180zł). Czasem kąpię go na działce, wykorzystaliśmy półtorej butelki szamponu (30zł). Używamy suchych szamponów 30zł), płatki do czyszczenia oczu, uszu (30zł), wykończyliśmy 2 szczotki (20zł) co poskutkowało kupnem Furminatora w celu oszczędzenia na przyszłym trymowaniu i owych szczotkach (sprowadzany - 70zł).

Obroże, smycze, linki, klikery, adresówki i tego typu drobiazgi.. ok 300zł
Kamizelka chłodząca 130zł


Zabawki
To niestety moja słabość. Białas ma dosyć pokaźną ilość zabawek, których jednak całe szczęście nie niszczy. Długo by wymieniać, jednak nie wątpię, że kwota waha się między 700-800zł. Co prawda, leżące rzeczy sprzedaję, ale za używane zabawki mimo wszystko wraca do mnie tylko część. W najbliższym czasie staram się te koszty nieco obciąć zamawiając zabawki z Anglii zamiast kupować w polskich sklepach. Jeżeli ktoś chciałby się przyłączyć do zamówienia zapraszam do kontaktu :)
Dyski  - 300zł, przeszkody do agility - 70zł.


Ze szkoleń jak na razie uczestniczyliśmy jedynie jednym, ale za to jakim drogim :D
750zł, jednak ta kwota zwiększy się na pewno już niedługo...
Wejścia na wystawy, dodatkowe bilety w pociągach - 50zł.


Wychodzi 5185zł.. Czy to dużo? Uważam, że tak, jednak wiele rzeczy jest wydatkiem jednokrotnym na lata, a kwota rozkłada się na miesiące. Jak wiadomo wiele z tego można obciąć, jednak trzeba się liczyć z nagłymi, nieprzewidzianymi wydatkami również i nie próbować sobie wmawiać, że pies to wydatek 50zł na miesiąc. Następne zestawienie postaram się zrobić za kolejny rok, jestem, bardzo ciekawa o ile kwota wzrośnie.


piątek, 1 sierpnia 2014

Psowy rok

I tak się stało, że Faflik kończy dziś rok (chociaż mentalnie jeszcze długo będzie szczeniaczkiem). Nie byłabym sobą gdybym nic z tej okoliczności nie nabazgrała.

Rok temu prawie 24/7 oglądałam zdjęcia papisiów w okolicach. Rok temu biegałam po sklepach i z marnymi nadziejami kompletowałam "szczeniaczkowy ekwipunek".

Dziesięć miesięcy temu się udało. Dziesięć miesięcy temu dowiedziałam się, że jedziemy po małą, białą, dwa razy mniejszą od reszty kluskę, która albo będzie miała na imię Putin, albo nie będzie jej wcale (wtedy brzmiało to bardzo poważnie).

Bado zawitał u mnie jako brudny, zarobaczony, uparty i nieodwoływalny burek, który zawsze znalazł sposób żeby poobgryzać najlepiej zakamuflowane kable. Który przeszedł dwa metry i siadał na chodniku z miną "mamo, ale mi się nie chce". Który stawiał mnie przed problemami, na jakie w ogóle nie byłam przygotowana - przecież mój wymarzony pies miał być przedstawicielem nieco innej rasy, stawiać mnie przed zupełnie innymi problemami i prezentować inne zachowania.

Pies, który przewrócił moje życie do góry nogami. Pies, który przez dziesięć miesięcy przeszedł diametralną zmianę (wiedzą to osoby, które miały okazję poznać Bado pół roku wstecz). Którego w znacznej większości przypadków jestem w stanie odwołać i wyciszyć kiedy jest taka potrzeba. Pies, który zaczął czerpać radość z zabawy Z PRZEWODNIKIEM i który w ogóle CHCE pracować. Uczy mnie przez cały czas i zaskakuje milionem pomysłów na sekundę. Stał się dużo bardziej ogarniętym psem, którego mogę zabrać wszędzie od domu znajomych po imprezy masowe, który na pierwszy spacer może wyjść o 6 albo o 14, który na treningach daje z siebie wszystko - o ile nie przesadzę z czasem :D

Chociaż zdaję sobie sprawę z jego problematycznego charakteru żyje nam się świetnie i wiem, że mały jest zdecydowanie najlepszym co mnie w życiu spotkało, mimo, że wcale nie był moją decyzją i czasem mam ochotę ryknąć albo zdzielić go w paszczę.

Psowy rok możemy świętować pierwszym PORZĄDNIE złapanym floaterem, który niedługo może będziemy mogli zacząć wydłużać, a to, jeszcze kilka tygodni temu było szczytem moich marzeń.

Wszystkiego najlepszego szczeniaczku <3