poniedziałek, 20 października 2014

Październik, czyli frisbee i szalona pomarańczowa świnka

Dopadł nas jesienny, melancholijny nastrój, ja choruje od kilku tygodni i niewiele ruszamy się z domu, więc mały się nudzi. W ramach odstresowania niespodziewanie zahaczyliśmy o Październikówkę, ponieważ w ostatniej chwili zwolniło się miejsce :)
W skrócie - piesek pokazał swoje fizyczne możliwości, którymi (przez swoją budowę, krótkie łapy, "sztywność" ciała) zaskakuje mnie z dnia na dzień. Coraz częściej mi się wydaje, że on nie tyle nie potrafi, co nie chce. Ja przez to zakładam, że niektórych ćwiczeń nie da rady wykonać, co okazuje się nie być prawdą! Tym razem po seminarium przyjmuje sobie za życiową misje popracować nad pięknymi vaultami i wypracować PORZĄDNE zainteresowanie dyskami, ponieważ teraz szarpie się nimi jak ma ochotę i zazwyczaj w domu. W mieszkaniu wśród porozrzucanych zabawek na półce leżą w swobodnym dostępie psiaka wszystkie dyski. Myły wyjmuje wszystkie, memła, memła, memła i podstawia do mnie żeby się pobawić - o to nam chodziło! Mam nadzieję, że to trochę nam pomoże w przekonaniu małego że tym dziwnym okrągłym czymś też można się fajnie poszarpać - nie tylko w domu.


Przechodząc do dzisiejszego tematu jakiś miesiąc temu zawitała u nas pomarańczowa świnka, z serii Kong Jels. Długo nie mogłam zebrać się do jej kupna a cały czas się do tego przymierzałam. Najpierw sklep internetowy, ale jednak zrezygnowałam z zamówienia w tym, w którym były. Później już miałam ją kupować kiedy do Annówki przyjechały produkty od Fun4Dog, jednak też wygrało kilka innych rzeczy. Ale już wtedy po obmacaniu ze wszystkich stron miałam pewność, że gabaryty i forma zabawki sprawdzi się u nas idealnie. My skorzystaliśmy z zamówienia z USA, gdzie każdy żelek dostępny jest w każdym kolorze - dzięki temu nasza świnka jest pomarańczowa a nie różowa.

porównanie wielkości do Kong Squeez Ball
Teoria mówi, że wykonane są z giętkiego, żelkowego tworzywa. Faktycznie są dosyć miękkie, ale nie bardziej niż reszta produktów z serii. Sukces, że Bado jest w stanie sam piszczeć piszczałką :)
Nie mamy na niej ani jednego śladu zęba, chociaż mały ma ją cały czas pod ręką, może ją ściskać, rzucać, memłać i nie ma w zwyczaju marnować takich okazji.
Rzucona leci bardzo daleko (jak na to, że rzucam jak ostatnia kaleka) i końcowo odbija się w różne strony. Cała jej forma sprawia, że pies bardzo się nakręca.

Du, już po naprawionym aporcie nadal miał aport piłek pod znakiem zapytania. Żelkiem na upartego da się z nim fajnie poprzeciągać, chociaż nie polecam tego przy psach z mocniejszą szczeną. Ku mojemu zdziwieniu dalekie jak na mnie rzuty przynosił bez zastanowienia, co później przeniosło się na piłeczki.

W przeciwieństwie do Squeez Ball większa część powierzchni żelka jest gładka, czyli ośliniona przez psa ślizga się dużo bardziej. Rzucając go na spacerze po deszczu bardzo zbiera brud i nie da się wrócić z rękami w innym kolorze niż czarny. Łatwo oblepia się ziemią, piachem, przez co psiakowi z dłuższą sierścią na pyszczku bardzo się on brudzi i w efekcie może go trochę zjeść.
Mimo wszystko wystarczy wrzucić zabawkę pod strumień wody i wszystko się natychmiastowo spłukuje. Najgorsze w tym wszystkim jest jednak to, że gromadzącej się w środku wody nie można się pozbyć i trzeba bardzo uważać żeby nie wyhodować sobie w środku nowej cywilizacji...
Piszczałka bez zarzutu, nawet kiedy w środku nagromadzona jest woda. Piszczy dosyć głośno, pies słyszy z daleka a człowieka doprowadza do szału, no ale czego nie robi się dla kochanego
zwierzaczka? :)
chyba dosyć wyraźnie widać wodę w środku :)

+ za granicą duży wybór kształtów i kolorów
+ odbija się w nieprzewidywalnym dla psa kierunku, nawet od trawy, rzucona leci daleko
+ wytrzymałość, brak śladów zębów
+ piszczałka - łatwa do samodzielnego piszczenia nawet przez małego psa, głośna, nie przestaje piszczeń nawet w kontakcie z wodą

- brudzi ręce
- bardzo, bardzo zbiera psią ślinę
- mycie - z jednej strony łatwa do umycia, a z drugiej bardzo uciążliwe jest ciągłe gromadzenie się wody w środku. to najprawdopodobniej nie doprowadzi do niczego dobrego
- praktycznie niedostępna w Polsce w regularnej sprzedaży

Cena M'ki to zazwyczaj 23-28zł. Dla mojego psa podejrzewam, że będzie nie do zdarcia, jednak woda w środku zostaje pod znakiem zapytania (chyba, że ktoś ma na to jakiś sprawdzony patent, byłabym superwdzięczna). Moim zdaniem jest jak najbardziej warta swojej ceny :)

Wszystkich, który dotrwali do końca serdecznie zapraszam do odwiedzania i lajkowania Baduczowego fanpejdża. Będzie wam wysyłał fejsbukowe buziaczki.


środa, 1 października 2014

Mam piłkę większą niż twoja głowa, czyli o piłkach dla małych psów

Jak każdy właściciel małego psa dosyć często zmagam się z problemem dobierania akcesoriów. O ile przy niektórych przedmiotach, takich jak frisbee, problem jest niesamowicie irytujący, o tyle przy zabawkach zazwyczaj udaje się znaleźć dogodne rozwiązanie. No właśnie, zazwyczaj nie znaczy zawsze. Mimo, że moja mała pirania dosyć dobrze radzi sobie również z zabawkami przeznaczonymi dla nieco większych przedstawicieli gatunku, o tyle z piłkami bywa masakrycznie.

Niektórzy producenci w ogóle nie produkują piłek w rozmiarach mniejszych niż 6cm, a te, które już są zazwyczaj są ciężko dostępne.
Są piłki, które tak jak HOKO Funny 63, mimo tego, że są dla nas trochę duże, mały jest w stanie bez problemu chwycić je w pyszczek, złapać, nie uciekają mu na wszystkie strony i spełniają się w swojej roli, jednak tego samego rozmiaru KONG Squeez jest zupełną odwrotnością. Jest świetną piłeczką, ale niestety zaczyna się od M'ki. Mimo tego, że rozmiarowo są podobne wykorzystujemy je do zupełnie innych ćwiczeń, bo do tych samych w ogóle się nie nadają.


Miałam spory problem kiedy wprowadzałam Maluchowi ćwiczenia na łapalność. Nawet HOKO, która wydawała się być piłeczką idealną nie pozwalała się złapać do pyszczka "na raz". Na ratunek przyszła dostawa piłeczek Sumplast w sąsiednim sklepie zoologicznym, które, ku pochwale firmy występują w rewelacyjnym rozstawieniu rozmiarowym. Mamy tej firmy trzy piłeczki. Dwie malutkie, idealnie dopasowane do pyszczka "westo miniaturki", świetnie sprawdzające się przy rzutach, w których oczekuje od psa chwytu, oraz większą piłkę z wypustkami na jedzenie, lub do samodzielnej zabawy, której większy rozmiar nakręca psa i pozwala mu się zająć sobą przez jakiś czas. Do tego samego służą też specjalne, większe piłki, typu Boomer Ball, lub Jolly Bounce 'n Play, jednak u nas nie spełnia swojego przeznaczenia w ogóle, ku mojemu zdziwieniu.



Niedługo planuje sprawdzić również Air Dog'i KONGa, ale na inne mniejsze piłeczki nie mam zupełnie pomysłów :(