sobota, 12 grudnia 2015

Wspomnień czar

Tak, to dzisiaj ten dzień, kiedy przelatuje mi przez głowę calutki rok razem. Niesamowicie zróżnicowany czas - pełen wrażeń.

Zaczynając od zapowiedzi miotu, kiedy jeszcze nie wierzyłam, że małe borderzątko trafi w moje ręce, kończąc na dniu dzisiejszym.
Przez osatni rok zaszła diametralna zmiana, zmiana na lepsze. Czekoladowe stworzenie wtargnęło do mojego życia i postanowiło, że już NIGDY nie będziemy się razem nudzić.
Zmusił mnie do pracy nad sobą, przede wszystkim nad refleksem, cierpliwością i systematycznością.




Pamiętam, kiedy rok temu w górach z Bado już papi było już na świecie, a ja dostałam odpowiedź, że idzie do mnie. Na spacerach wyobrażałam sobie jak razem z białym pląsają w śniegu i w końcu będzie pieskiem, który będzie się pięknie odwoływał (btw, teraz i Bado ma piękne torpedkowe odwołanie <3). Wtedy ta myśl wydawała mi się bardzo odległa, a już za dwa tygodnie całą trójeczką będziemy śmigać w Jeleniej Górze.


Chwile wzlotów i upadków, kiedy mam ochotę obedrzeć go ze skóry i te, kiedy pokazuje jak bardzo jest genialny. Jak wszystko da się wypracować, kiedy dam mu ze swojej strony wystarczająco dużo wsparcia.
Kiedy odwiedziłam szczeniaczki po raz pierwszy i już wiedziałam, że "to on!" zastanawiałam się w co ja się pakuję. Pakuję do swojego małego pokoju drugiego psa, psa, który nie będzie pięciokilowym nieliniejącym grzecznym westikiem, którego trzeba wszystkiego nauczyć, który będzie zostawiał mi kłaki i będzie wulkanem energii. Nuvi był tym najbardziej zadziornym, pobudliwym, popędowym małym chamem, ale dla mnie już wtedy był tym najlepszym.
Pamiętam, kiedy niosłam go na rękach przez prawie całą drogę od Konstantynowa Łódzkiego na dworzec, bo zatrzymujące się tramwaje postanowiły się na nas wypiąć. Kiedy już wtedy nie interesowała go straszna ruchliwa ulica i cierpliwie czekał aż postawie go na trawce zamiast puścić wielkiego szczocha na moją kurtkę. No i pierwsza podróż pociągiem, którą przespał, a jak się miało okazać później dworce i pociągi powoli stawały się naszym "drugim domem".
Chyba nie będę w stanie zliczyć wszystkich naszych wyjazdów. Zarówno tych, kiedy był mądrym pieseczkiem i tych, kiedy wychodziły absolutnie wszystkie nasze słabe strony w wielkim wyolbrzymieniu. Jednak walczyliśmy i w tym momencie, uważam że odwaliliśmy kawał porządnej roboty.



Życzę ci moja moja mała, merle ze średnim włosem i heterochromią suko kolejnych dłuuuugich lat razem, w zdrowiu, pełnych wesołych pląsów, frisbiaczy, adżilitek i jedzonka, bo przecież pełny brzuszek jest najlepszym wyznacznikiem twojego szczęścia.
Masz dalej kopać mnie w dupę, zaganiać do roboty, tulić ten wielki łeb i prostować łapy na mojej twarzy kiedy śpię.



Nie jestem w stanie spakować w trzyminutowy kawałek wszystkich cudownych chwil z tego roku, ale spróbowałam :)


poniedziałek, 30 listopada 2015

Misja "Okiełznać Demona" - 72/90

fot. Martyna Rybak

To co tym razem wezmę na tablicę to po prostu ja.  Praca z Nuvikiem wymaga ode mnie myślania na najwyższych obrotach "teraz czy nie teraz? oto jest pytanie".
Niestety odnosi się to do wielu dziedzin, zarówno frisbee, agility, jak i sztuczek i życia codziennego. Cały czas nad tym pracuje choć nie jest łatwo. Przykładowy timing we frisbee i koordynacja przy agi. Straram się pracować nad kondycją, bo niestety to dla mnie najcięższy kawałek, a od stycznia zapisujemy się na agility. Do tej pory zbyt ograniczył mnie czas, ale dalej realizujemy plan. Grudzień sprawdzi naszą wytrzymałość w górach.

Wzięliśmy udział w listopadowym wyzwaniu, któremu też należy się chwila uwagi. Wiele z ćwiczeń już dokładnie znaliśmy, ale wyzwanie dało mi wyobraźnie jak jeszcze można wykorzystywać zachowania i komendy - z pozoru bardzo proste.
Najbardziej cieszę się z tego, że udział w wyzwaniu pięknie uruchomił czekoladowy nos! Nuviczek do tej pory miał problemy ze znalezieniem dużego, widocznego smaczka w trawie, sprawiał wrażenie jakby tylko udawał że szuka, matka ma pokazać i piesek zje. Teraz leci równo z białym!

Aktualnie czekolad uczy się jeszcze lepiej koordynować łapki z zyskiem na mięsnie. Zaczyna dawać czadu we frisbee. Małymi kroczkami nabiera doświadczenia :)


fot. Martyna Rybak

fot. Martyna Rybak

wtorek, 24 listopada 2015

Jesienne nowości!

Ostatni czas zdecydowanie był dla nas bogaty w nowości. Nuviczek dostał również przedwczesny urodzinkowy prezent, który niestety czeka teraz na odpowiedź z gwarancji, więc go nie zobaczycie. Ale zaczynamy!

Żarełko!



Kiedy skończyła nam się karma zaczęłam szukać okazji takich jak wcześniej, kiedy kupiłam świetną karmę za śmieszne pieniądze. Ty razem internety świeciły pustami, więc zamówiliśmy w zooplusie Optimanovę, którą obecnie moje pieski wcinają. I chociaż nie zastała mnie taka okazja jak przy First Mate to karma również była przeceniona i w moim obecnym budżecie najlepsza składowo.
Wyobraźcie sobie moją minę kiedy tydzień po otworzeniu worka Vitalin ogłosił promocję -70%, na jedzonko. Nie mogłam nie skorzystać, bo z ową firmą spotkałam się już wcześniej (próbki i małe opakowanie wygrane w konkursie) i bardzo chciałam karmę wypróbować na dłuższą metę. Zapasy mamy i może w końcu znajdziemy coś idealnego dla czekoladowego brzunia.



Następne były smaczki od Acany, które również błagały o wypróbowanie i cierpliwie czekają na otworzenie, bo moje zwierzątka na brak smaczków aktualnie nie mogą narzekać. Zamówiłam też kilka paczek małych kostek Barkoo, bo potrzebowałam czegoś na "dłuższe ciumkanie" :)

Oleje oleje oleje... Po tym jak nie sprawdził się u nas Gammolen postanowiłam zmienić karmę (o tym wyżej) i posuplementować innymi olejami.

Kupiłam spory zapas oleju z wiesiołka, który łykam razem z rudym, oraz już tylko dla niego olej z ogórecznika razem z tranem. Na razie stosujemy to jeszcze zbyt krótko, żeby napisać więcej obiektywnym okiem, jednak spodziewajcie się krótkiego posta prosto z pola walki z Sierściowym Potworem. Niestety - kłaki były u nas wszędzie, cały czas.

Kong Wobbler - Najpierw pojawiła się na mojej liście zakupów miska spowalniająca jedzenie, jednak nie byla wcale taka tania, a w takiej formie wystarcza nam rzucanie jedzonka na podłogę. Ta zabawka wydała mi się kolejnym fajnym pomysłem na spokój od psa i spowolnienie posiłku. Plus jest taki, że spokojnie mieści cały wielki Nuviczkowy posiłek zamiast jego małej części. Dla białaska niestety jest trochę zbyt ciężki (waga była dla mnie dużym zaskoczeniem!), jednak kiedy w grę wchodzi żarcie biały i tak sobie radzi.


No chyba przyznacie, że poziom uroku tej adresówki jest na bardzo wysokim poziomie! Nie mogłam się powstrzymać, a zdecydowanie była nam potrzebna druga.


No i moja wisienka na torcie! Milena - jesteś wielka!

Kamerka sportowa Forever SC-200. Jest mała, zgrabna, łatwa w obsłudze i jak na swoją cenę na prawdę zadowala mnie jakością! Nie będę jej oczywiście porównywać do oryginalnych Go Pro, zwłaszcza tych nowszych. Opinie w internetach przekonały mnie, że w tej półce cenowej będzie świetnym wyborem i póki co sprawdza się rewelacyjnie.


Rudemu zaraz stuknie rok. Nie jestem w stanie ująć słowami jak szybko zleciał ten niesamowity, bardzo różnorodny czas. Efekty pracy z kamerką na pewno się z tej okazji pojawią.

wtorek, 10 listopada 2015

Naturea

Jakiś czas temu dostaliśmy paczkę od firmy Naturea Polska przeznaczoną do testowania. Znaleźlismy tam ciastka Naturea Apple & Cinnamon i dwa pudełczka z mokrą karmą.

NATUREA - APPLE & CINNAMON




Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to baaardzo ładna paczuszka, ale moje wyobrażenie o jej wygodzie rozmyło się zaraz po otworzeniu. Całe pudełko się rozkłada, a ciastka są zapakowane w folijkę. Bardzo nie lubię trzymać psiego jedzonka w samych folijkach, więc nie pozbyłam się opakowania i zapinam je na klamerkę, jednak ze strony producenta liczyłabym chociaż na naklejkę, lub przerwę, w którą można byłoby włożyć drugą część kartonika. Na przykład takie jak w Pokusie.


Same ciasteczka są wypiekane, kruche, większość w kształcie kosteczek. Pachną dosyć intensywnie i na prawdę przyjemnie. Reakcja psów sama za siebie mówi, że bardzo im smakują, natomiast ja zwabiona jednym z moich ulubionych zapachów postanowiłam sprawdzić to sama... i tylko potwierdzam tą teorię :)



















Skład przedstawia się w dosyć prosty sposób:
Skrobia ziemniaczana, masło roślinne, całe jaja, miód, jabłka i cynamon.

Uważam, że ciacha są bardzo fajnym i smacznym przysmakiem dla naszego psa od czasu do czasu, aczkolwiek sama nie wdrożyłabym ich do codziennej diety.Ich sklepowa cena to 19.90 za 230g, to dla mnie dość dużo.

NATUREA - CHICKEN WITH TUNA AND SALMON, CHICKEN WITH TURKEY




















Mokra karma pakowana w kartoniki Tetra Pak. Tutaj również bardzo podoba mi się wygląd opakowań, i w przeciwieństwie do ciastków jest bardzo wygodnę. Po odcięciu górnego paska bardzo łatwo wydłubać zawartość łyżeczką lub po prostu wycisnąć do miski, nic nie trzeba wyskrobywać.

Pierwsze co poczułam po otwarciu paczki to.. jeden wielki smród. I owszem, dla psów wybredniaków z pewnością będzie to plus, jednak dla mnie była to lekka przesada. Nie dało rady nakarmić zwierzaków przy zamkniętym oknie.

Zapach wypełnił cały pokój doprowadzając moje psy do obłędu. Biały odprawiał dzikie tańce pod moimi nogami, a Czekoladowy czekający w klatce dostawał ślinotoku. Kiedy podeszłam żeby go wypuścić zastałam całą klatkową podłogę w ślinie, mimo, że klatka była zasłonięta i nawet nie widział, że przygotowuję mu jedzonko.
Wszystko zostało zmiecione w przeciągu kilku sekund, jednak chcę dodać, że moje pieseczki nie są najlepszym wyznacznikiem smaku, bo są BARDZO żarte :)

Karma ma konsystencje papki, więc idealnie nadaje się nie tylko do miski, ale również na przykład do wypełnienia konga. Widać w niej dużą ilość mięska, ale to można wywnioskować już po składzie, który również prezentuje się w bardzo prosty sposób:

-Świeży kurczak, świeży tuńczyk, świeży łosoś, świeża marchewka, suszone warzywa.
-Świeży kurczak, świeży indyk, świeża marchewka, suszone warzywa.

Przy tym produkcie stosunek składu do ceny wypada już lepiej, bo 7.90/375g

Pieseczki nie miały żadnych rewolucji żołądkowych po dodaniu produktów do codziennej diety.

Na koniec dodam, że zdziwiło mnie podejście producenta w tej kwestii, czyli wybór 30 testerów i rozdanie takiej ilości produktów o której można napisać tylko kilka słów.
Post potraktujcie bardziej w ramach ciekawostki, jest to po prostu "pierwsze wrażenie", bo niestety przy takiej ilości produktu po prostu nie da sie napisać poważnej i obiektywnej recenzji obejmującej wpływ na psa, kupki, sierść i wszystko inne.




środa, 28 października 2015

Misja "Okiełznać Demona" - 39/90

Październik upływa nam zdecydowanie pod znakiem frisbee.

W poprzedni weekend wybraliśmy się razem z czekoladowym do Annówki, na kolejne seminarium z Paulą i Agnieszką, a w ostatni weekend w Łodzi pojawiła się Asia Korbal.

Zacznę od zachowania mojej rudości bo to jest dla mnie najważniejsze.
Nie chcę zapeszać, no ale jak tu się nie rozpływać, kiedy z psa, który totalnie nie kontaktował kiedy inny pies coś robił pojawia się w tym samym czekoladowym ciałku pies, który chodzi sobie przy mnie bez smyczy zaraz obok innego psa mającego swoją sesje, jest wgapiony we mnie, potrafi się położyć, nie fazować i nie spierdzielać na plac?

W Annówce Nuvi między wejściami czekał w domu, w spokoju, więc problemu nie było. Szybka rozgrzewka w lesie, i wejście na plac dopiero na swoją sesje - łatwa sprawa. Matka konsekwentnie piłująca ciągnięcie na smyczy, a piesek grzeczny i nie próbujący rozwalać płotu bo CHCETAMTERAZNATYCHMIAST. W pierwszy dzień był nieco wydygany annówkowej psiejbandy, przez co pokazał się w odsłonie "trochę dygam, a trochę cwaniacze", ale później już wszystko się uspokoiło i bardzo ładnie dogadywał się z pieskami, a kiedy z którymś nie mógł się dogadać bardzo ładnie odpuszczał i się wycofywał. Spał ze mną w łóżku, nie próbował uciekać i w ogóle same ochy i achy. Zobaczył klateczkę na placu i starałam się pokazać, że jest całkiem normalną klateczką, nie narzędziem do torturowania bezbronnych szczeniaczków - trochę ze skutkiem, trochę bez skutku, ale bez paniki i darcia ryja, chociaż tyle.

fot. Eliza Polkowska

Nad kolejnym seminarium również się rozpływam, szczeniak najbardziej zaskoczył mnie wysyłaniem do klatki. W sumie na wszystkich treningach zwłaszcza w naszym łódzkim klubie stanowczo się zapierał żeby iść do klatki, a najchętniej chciał się wyślizgnąć z trzymanej przeze mnie obroży i dać długą na torek. Tym razem było inaczej. Wystarczyło słowo "idź do klatki" a młody już obierał kierunek miejsca w którym owa klatka stała, a nawet próbował sam ją sobie otwierać. Obyło się bez japienia, chociaż zdarzało się obburkać osobę wchodzącą do szklarni, w której siedział razem z bratem między treningami. Nie pojawiło się też znienawidzone przeze mnie zachowanie - wybiegamzklatkiidęprostonaplacmamwszystkowdupie. Wychodził, biegł 2 metry przed siebie, obracał się w moją stronę z miną "chodź ze mną, chodź ze mną!", znowu biegł, znowu się obracał itd. Miał czas zrobić siku, miał czas się położyć, nie miał czasu gubić mózgu.
To jednak daje mi pewne przekonanie że moje metody wbrew zdaniu niektórych osób dają bardzo przyzwoite efekty i póki co nie mam zamiaru ich zmieniać :)

Kolejnym ważnym punktem dla mnie było spotkanie z naszym czekoladowym bratem - nareszcie! Jest równie piękny. Jestem w szoku, że są praktycznie identyczni popędami i zachowaniam, natomiast anatomicznie są zupełnie różni. Jest ładny, umięśniony i samczy, podczas gdy Nuvi wygląda przy nim jak 6'cio miesięczna suka!

fot. Eliza Polkowska

No i teraz przechodzimy do rzeczy czyli frisbowanie!

Na pierwszy rzut poszły nasze multiple, w których bardzo irytowało mnie podpląsywanie do mnie przez co musiałam się odsuwać żeby rzucić psu kolejny dysk, ale tutaj wystarczyło trochę konsekwencji w moich rzutach i wygląda to ślicznie. Dużo lepiej wyglądają też kiedy mam kilka dysków a nie dwa wymieniane.

Następnie przerabialiśmy mądre ćwiczenie Agnieszki na floaterku, żeby dzieciaczek sobie pare rzeczy w główce uporządkował - wyglądało na pewno o niebo lepiej niż na odlocie!

Zrobiliśmy delikatne podejście do overa, który strasznie mi się podoba, ale jeszcze musimy popracować nad dodaniem rzutu.



U Asi natomiast zrobiliśmy głównie zigzaca - Nuviczek perfekcyjnie czyta mowę ciała i bardzo ładnie i naturalnie sobie z zawracaniem radzi. W tej chwili wygląda na prawdę pięknie, w odróżnieniu do 4 stron świata, które wymagają od nas jeszcze dużo pracy - poprawka, głównie ode mnie.

Pieseczek coraz lepiej się czuje w tej dyscyplinie, duża część pląsów wygląda ładnie i bezpiecznie, coraz mniej jest skakania na dziką flądre. Cała rodzinka (Nuvi, Rayo i Hyper) otrzymali również diagnozę pięknego głębokiego chwytu, kto by się spodziewał?! :D

Oprócz tego oba seminaria były dla mnie ogromnie wartościowe pod względem nauki rzutów. Jeszcze nigdy nie wyciągnęłam i nie zapamiętałam aż tyle.

Z tej strony chciałabym strasznie podziękować dziewczynom za masę pozytywnej energii, kopa w dupę i odzyskanie mi wiary w moje rzuty! (Żaden nie poleciał w szopę! <3)

Do zobaczenia!

niedziela, 4 października 2015

Misja "Okiełznać Demona" - 15/90

fot. Joanna Rachubińska
To już 15 dzień, a my robimy kolejne małe kroczki ku byciu grzecznym pieskiem.

12 i 13 września odwiedziliśmy Międzynarodowe Targi Zoologiczne Pet Fair. Pierwszego dnia, postanowiłam zbadać grunt i ponieważ jeden z moich psów to pewniak to pojechał ze mną właśnie białasek. Białasek.

Doszliśmy do wniosku, że Rudość musi być dzielna i takim sposobem następnego dnia wylądowaliśmy już w pociąu z dwoma psami, z Nuvim i Herą. Stawy białaska musiały dojść do siebie po długich żebrach na dwóch łapkach.
Z rudym weszliśmy do środka z mózgiem na swoim miejscu. Szczeniaczek grzecznie chodził zbierając kąski po kolei z napotkanych stoisk jednak jego urok osobisty zdecydowanie przegrywał z urokiem białaska :D
Ogólnie dzień z rudym został postawiony na socjalizację i ogarnianie mózgu, ja jestem bardzo zadowolona. Spotkał się z dużo większą ilością psów niż przypuszczałam i nie świrował. Spokojnie spędziliśmy sobie godzinkę na warsztatach z Tomkiem Mońko a Nuviczek bardzo grzecznie sobie leżał w rzędzie pełnym borderów.

fot. Joanna Rachubińska
Następna była wystawa w Bełchatowie, pojechaliśmy tam z dwiema wystawowymi wymiataczkami Colą i Farą. Wejście pierwsze - ekscytacja i wyrywanie matce barku. Po chwili udało mi się dotrzeć do borderowego rozumku, pokonać pierwszy atak potwora, tak więc ruszyliśmy krótkim spacerkiem w las. Generalnie szczeniaczek odmóżdżał przy ringu borderów a siedząc ze sznaucerami zostawiałam go luźno bez smyczy, mówiłam komendę a dzieciak ładnie odpoczywał. I bynajmniej nie było to warowanie w trybie pracy tylko chillujące "połóż się". Bezpośrednio przy ringu zdarzało mu się trochę durnych zrywów, ale zdecydowanie było widać jak mózg paruje a piesek MYŚLI O TYM CO ROBI, na dodatek bez durnego ujadania (nie tyczy się ringów borderowych). Kiedy brałam go na sztuczki dawał z siebie równiutkie 100%, ładnie czekał kiedy wchodziłam w interakcje z innymi piesami i nie próbował kraść innym psom swoich osobistych zabawek. Ta część na duży plus.
Spuszczony ze smyczy ładnie się bawił za co był sowicie chwalony, a kiedy zaczynał swoją borderzą fazę odwoływałam go, jeżeli drugi albo trzeci raz powtarzał to zachowanie dostawał zjebę i był zapinany na smycz. Albo odkładany "na bok" i tutaj bardzo pragnę potwierdzić, że to nie było odłożenie go na "waruj" w ciągłym trybie pracy paczeniu i dalszemu fazowaniu, tylko było to miłe i grzeczne odpoczywanie!
Nie będę się rozwodzić ani nad tym jaka jestem super dumna, ani nad tym jaka jestem zawiedziona. Na to jest jeszcze za wcześnie.
Powiem tylko tyle, że cieszę się, że zrezygnowałam z DCDC, z Dog Games, na rzecz innych, spokojniejszych wyjazdów i tego się na razie będę się trzymać. Przed nami wyjazd do Annówki, po którym będę mogła powiedzieć wam trochę więcej.

fot. Joanna Rachubińska
fot. Joanna Rachubińska

piątek, 18 września 2015

Misja "Okiełznać Demona" 1/90

Już kilka tygodni temu mocno wzięliśmy się do roboty, ale nadszedł czas, żeby wszystko zlepić w jednym miejscu.
Inspiracją na zlepienie tego na tutaj jest Magda z whitecouchpotato, przelało się nam to w czasie, część planu jest już w realizacji. Prototyp postu miałam już zapisany, teraz dorzucam poprawki i chcę się tym z wami podzielić. Część stawia nam poprzeczkę na prawdę wysoko, ale wierzę w swojego szczeniaczka geniuszka

- Konsekwencja przy pracy - Czyli olewanie robienia sobie ze mnie jaj, zdecydowane zwiększenie wymagań wobec mojego borderka i pokonanie "syndromu właściciela westa". Mniej robienia z siebie debila i "oduzależnienie" jego perfecto pracy od mojego błaznowania. Oprócz tego trzeba skupić pieska na człowieku a nie na nagrodzie.

- Samokontrola w ogólnym tego słowa znaczeniu. Samokontrola przy super jedzeniu, przy zabawkach, ale przede wszystkim przy pracujących psach. Dążymy do skupienia i utrzymywania kontaktu wzrokowego STATYCZNIE przy innym pracującym psie. Ostatnio w takich sytuacjach szczeniaczkowi mózg paruje i kompletnie traci kontakt z rzeczywistością. Nie liczę na to, że będzie miał kompletnie w dupie innego psa biegającego za frisbee, ten drive musi coś kosztować, jednak chcę OPANOWANIA, spokojnego leżenia. Na dzień dzisiejszy mamy już duży postęp, ale pracujemy dalej! :)





Klatkowanie na dworze - Chcę żeby młody potrafił wysłać się do klatki na dworze, żeby nie było to dla niego męczarnią, żeby nie darł mordy, żeby potrafił sobie grzecznie odpoczywać w klateczce nawet kiedy obok inny piesek robi "COŚ", to w dużej mierze łączy się z poprzednim. Chcę móc zamykać go w materiałowej klatce i nie bać się, że ją zeżre albo otworzy.

- Praca i posłuszeństwo z innymi osobami. Chcę odwrażliwić go na sytuacje kiedy "mamy nie ma obok", zwłaszcza po tym co sobą przedstawił zostając beze mnie na tydzień. Mam zamiar korzystać z każdej sytuacji "sprzedania" go komuś chociaż na godzinę beze mnie. Natomiast wspólnych spacerach chcę żeby osoba stojąca pare metrów ode mnie była w stanie odwołać go do siebie, żeby inni też mogli go ładnie prowadzić na smyczy itd.
Druga sprawa to walka z jego nietykalskością.


- Odległość - Ładne zostawanie, zatrzymanie w biegu, pozycje na odległość, umiejętność "stopu" kiedy jest bardzo rozemocjonowany. Nie pod kątem obi, a pod kątem "kontroli umysłu" :)

- Sporty - Regularne agilitki i ćwiczenie mojej koodrynacji bez psa. To samo z frisbee, rzuty rzuty rzuty.

- Mięśnie - Jak pewnie większość z was wie Nuviczek zawsze był bardzo szczupłym pieskiem, mimo, że teraz jego waga się unormowała to jego sylwetka nadal nie jest dla mnie idealna. Nie chcemy przypakować tylko i wyłącznie na wadze, chcę, żeby jego waga przełożyła się głównie na mięśnie, to daje nam motywacje do częstego pływania i ćwiczeń gimnastycznych.





Co u Białaska?
Znowu odzywają się problemy żołądkowe, trzymajcie kciuki, żeby nasza domowa lekkostrawna dietka wystarczyła!


środa, 2 września 2015

Dog's Craft by Wonder Dog - Rugby

Dzięki współpracy z firmą Dog's Craft by Wonder Dog mamy okazję testować szarpak w wersji Rugby.

WYGLĄD

Do tego byłam nastawiona dosyć sceptycznie. Niestety zdjęcia na stronie firmy nie oddawały uroku produktu. W naszej wersji różowa piłka (przypuszczam, że to Comfy Mint Dental Rugby Ball) komponuje się z równie jaskrawym różowym futerkiem i podszyciem rączki, natomiast taśma jest czarna. Kolorystyka nie jest ani przesadzona ani zbyt uboga, dla nas idealnie! Cieszę się, że dostaliśmy akurat taką wersję, całość wygląda bardzo estetycznie. No i pewnie większość z was wie, że różowy u psów wyznaję jako jedyny słuszny kolor! :)

"mniejsza" ilość futerka na początku i końcu wynika tylko z ułożenia zabawki

WYKONANIE

Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to bardzo porządna taśma. Rudy często nie celował w to co jest przeznaczone do szarpanie i zdarzało mu się szarpać amortyzator. Bez żadnego śladu! Nie ma ani jednego miejsca, w którym wychodziły by nitki, taśma jest gruba i mocna.
Amortyzator nie rozciąga się jak guma od majtek, po prawie dwóch miesiącach używania nie wyciągnął się.
Futerko w górnym miejscu przyszyte bardzo estetycznie, miłe w dotyku w porównaniu do kilku innych tego typu zabawek. Generalnie po namacaniu się szarpaków najróżniejszych firm przez ostatnie dwa miesiące uważam, że szarpak jest na prawdę warty uwagi, zwłaszcza w stosunku jakość-cena.

amortyzator luźno

amortyzator naciągnięty

Szarpak przetrwał wiele, dzikie manewry Nuvika, ciumkanie białego, wspólne szarpanie rudego z dużym szarym koniem. W czasie testowania nie usłyszałam ani razu mistycznego dźwięku pękających szwów, kiedy czasem źle zahaczył zębem nie robiły się brzydkie zaciągnięcia, a jak wszyscy wiemy, on siłę ma! Tak samo przy zabawie z wspomnianym wyżłem.
Poległo futerko. Przy nagradzaniu młodego w agility, kiedy wpadł w zabawkę pełnym pędem i zaczął się szarpać całą swoją szaloną duszą. Generalnie moim zdaniem można byłoby dodać do futerka jeszcze szew z taśmą po całej długości. Mimo wszystko wystarczyło jakieś 5 minut przeszycia aby znowu wyglądało jak nowe. Wszystkie zdjęcia na kropkowym tle zrobione są po zszyciu.

przed szyciem futerka


CZYSZCZENIA

Pierwsze pranie po piachu poszło błyskawicznie, samą wodą, zabawka jak nowa. Następnym razem poprzeczkę postawiłam wyżej. Przez 3 tygodnie testów zabawka nie była prana, a w międzyczasie zaliczała standardowy aport pod blokiem, ślinotok Nuvika, ślinotok wyżła, wspólne szarpanie, miłość z białaskiem, ziemno piaskową kąpiel na mojej działce (stamtąd zabawki wracają absolutnie do prania). Cały syf zdążył zaschnąć pokrywając zabawkę ziemną panierką, fuj!
Kiedy szarpak trafił do kąpieli wystarczyły.. woda, mydło i kilka minut. Najtrudniej było usunąć zabrudzenia z futerka, jednak nadal nie sprawiało to problemu. Samo futerko nie wyglądało najlepiej po wyschnięciu jednak wystarczyło je przeczesać pudlówką i z powrotem było milutkie

PODSUMOWANIE

+ wygląd
+ estetyka wykonania
+ porządna piłka
+ wytrzymały, nie rozciągający się przy niewielkim wysiłku amortyzator
+ brak trudności w czyszczeniu

- przyszycie futerka - moim zdaniem, gdyby było przyszyte do taśmy nośnej a nie tylko dookoła nie uległo by u nas zniszczeniu

Zabawka w sklepie kosztuje 52zł, moim zdaniem jest warta swojej ceny. Dla mnie najważniejsze jest, że żadnemu uszkodzeniu nie uległa baza zabawki - taśma, amortyzator i piłka. Futerko jest dla mnie tylko wizualnym dodatkiem, które z powrotem wygląda dobrze :)



poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Fast kliner - wersja domowa!

Mam białego psa, analogicznie często potrzebującego kąpania. No i... dość nietypowy do danej sytuacji problem w pakiecie, mianowicie totalny zakaz wstępu do łazienki. Bado raz na miesiąc/dwa, a czasem i trzy chodzi do fryzjera na kąpanie, i na resztę jak jest potrzeba. Przez pierwsze pół roku moja mama miała takie ciśnienie że pies ma być czysty, że chodził na kąpanie co tydzień. Ciężka sprawa, nawet po zniżkach. Na początku, do kąpania na sucho używałam normalnego suchego szamponu w formie pudru. Ale to jest straszne, zwłaszcza jeśli nie ma się podwórka. Pył WSZĘDZIE, zapach jakiś taki chemiczny, ręce przesuszone i sierść w dotyku szorstka, matowa.

Następnie próbę przeszła pianka. I tutaj mamy zdecydowany plus za wydajność, bo używam jej od ponad roku i końca nie widać. Rzeczywiście delikatnie zmiękcza sierść, za to bardzo klei się do rąk i zapach też pozostawia wiele do życzenia. Chemia chemia chemia! Psy nie były za bardzo zadowolone, sam dźwięk wyciskania i nakładanie wywołuje mine "ojezujakiedziwneidźdopiekławrednababo". No ale dawało radę przez dłuższy czas.

Nuvi natomiast ostatnio zaczął mi trochę.. po prostu walić psem. Zdziwiło mnie to bo do tej pory pachniał dosyć przyjemnie mimo jednej kąpieli w życiu. Obwiniam tutaj częste kąpiele w miejscowych zbiornikach, ale dzisiaj improwizując znalazłam bardzo domową pomoc!

Potrzebne:

- woda!
- butelka z atomizerem
- psi szampon (ja użyłam botaniqa)
- mleko kokosowe
- olejki zapachowe - WAŻNE żeby były przeznaczone do używania na skórze, nietoksyczne. U mnie do buleteczek po olejkach do kominków zapachowych (na ich opakowaniu jest wyraźne zastrzeżenie, że nie należy stosować na skórze) były przelane olejki przeznaczone do masażu, więc bez stresu.
- opcjonalnie - kropelka oliwki dla niemowląt. Nadaje połysk, zmiękcza włos i nawilża skórę.





Wykonanie (na 125ml):

Do buteleczki użyłam dosłownie dwie-trzy kropelki koncentratu szamponu (w przypadku normalnego szampony będzie potrzebne troszkę więcej, ale zależy nam na takiej ilości, która nie zacznie się pienić). Dodałam pół małej łyżeczki mleka kokosowego i kropelkę płynu z oliwką dla niemowląt. Tutaj również było ważne, że bazą była oliwka, która się nie pieni. Wszystko do pełna zalałam ciepłą wodą aby ułatwić miesznie i mieszałam mieszałam i mieszłam. Kiedy wszystko było dobrze wybełtane dodałam jakieś pięć kropelek olejku o zapachu wanilii i dwie o zapachu tiramisu. Zapach jest na prawdę obłędny i intensywny.


Użycie:

Delikatnie psikam po całej powierzchni psa. Tutaj już widać łatwość użycia i brak miny męczennika futer. Delikatnie wmasowuję i czeszę psa pudlówką. Na koniec pryskałam psa samą wodą i jeszcze raz przeczesałam.

Kąpieli nie zastąpi, ale na pewno pomoże nam "odświeżyć" zwierzaka kiedy nie mamy możliwości normalnego umycia. Sierść została mięciutka i błyszcząca, nawet moje ręce sprawiają wrażenie nawilżonych.




Co o tym myślicie? :)