piątek, 24 lipca 2015

Trip życia cz. 2 - Slot Art Festival

Slot Art Festiwal, w zeszłym roku opisywałam go z perspektywy uczestnika z psem, w tym roku stanęłam przed wyzwaniem i powitaliśmy festiwal jako warsztatowiec z dwoma psami.
Kiedy.. chyba ok kwietnia ogłoszono nabory poczułam się na siłach żeby poprowadzić warsztat z podstaw pracy z psami. Założenie było takie, że przygotowuje program i rozwijamy tematy w zależności od "stopnia wtajemniczenia" i zainteresowania uczestników.

Ale po kolei.

5 lipca opuściliśmy Annówkę. To był chyba najgorętszy, najbardziej duszny dzień podczas całego naszego wyjazdu. Wpakowaliśmy się w pociąg do Poznania, i tutaj psy nie miały większego problemy. W niecałe 10 minut przetransportowaliśmy się na drugą część dworca. Na prawdę mieliśmy szczęście, że nie pobłądziliśmy i zdążyliśmy. W pociągu nie było przedziały bagażowego/rowerowego, w normalnych przedziałach brak miejsca na klatkę z psami, a niestety bez niej jechać nie mogły, bo tylko w niej stają się bagażem podręcznym, no a luzem dwóch psów przewozić nie mogę. Musieliśmy rozstawić się między przedziałami. Pewnie już to kiedyś mówiłam, ale TLK unikam jak ognia i takie wyjazdy jeszcze bardziej utwierdzają mnie w tym przekonaniu. Całe szczęście jechaliśmy tylko 2 godziny, ale w ciągu tych dwóch godzin musiałam poić psy zimną wodą najwyżej co 20 minut, biały jechał w kamizelce chłodzącej, nie obchodził mnie już zapach. Wszyscy troje ledwo oddychaliśmy.
We Wrocławiu mieliśmy już busa do Lubiąża, a na miejscu byliśmy ok 23. Zostawić rzeczy, wyjść na zimne piwko i przede wszystkim ODPOCZĄĆ po obozie i drodze. Psy od razu padły spać.


6 i 7 były dla nas dniami przygotowań. Ekipa slotu organizowała spotkania organizacyjne i warsztaty dla warsztatowców. Mimo, że spotkania organizacyjne z reguły są przynudzające, to jednak nie tutaj! Całość była bardzo integracyjna, w formie gier, rozmów, opowiadań.
Psy takie spotkania o dziwo znosiły bardzo dobrze, zazwyczaj ze mną był Nuvi, który ku mojemu zdziwieniu nie okazywał swojej skrajnie szalonej natury przy dzieciach. Większe dzieci bardzo fajnie stosowały się do mojego "delikatnie i od boczku", a mniejsze dzieci były cały czas pod kontrolą rodziców, za co im bardzo dziękuję! Niektórzy się wycofywali kiedy mówiłam, że jest szalonym szczeniakiem, zdarza mu się skakać i szczekać, a inni spokojnie głaskali rudość, nie rozbawiali go i nie utrudniali mi kontrolowania młodego. Gdyby tak samo zachowywali się ludzie których spotykam na co dzień na prawdę żyłoby mi się dużo łatwiej...




fot. Tomasz Paprocki
zdjęcie z warsztatów "Fotograficzny Slot Słownik"
No i 8, chwila prawdy. Warsztaty zaczynaliśmy w 3 turze, więc zdążyliśmy się wyspać, ogarnąć, zjeść śniadanie. W pierwszy dzień strasznie nas zaskoczyła frekwencja a całe spotkanie przekształciło się trochę w "pytania i odpowiedzi". Chłopaki dzielnie przyjęli na klate rolę demodogów. Bardzo fajnie było pokazać niektóre zachowania na Nuvim, bo nie wszystkie z omawianych rzeczy jeszcze z nim robiłam, więc mogłam pokazać początki niektórych ćwiczeń, natomiast na Bado efekt końcowy. W następne dni trochę mniej sprzyjała nam pogoda, zamiast do cienia przenosiliśmy się do słońca, trawa była mokra, ale mimo wszystko daliśmy radę. Strasznie podobał mi się kontakt i dialog z uczestnikami, to, że nie musiałam używać jedynie suchej teorii. Skupialiśmy się na motywacji, samokontroli w życiu codziennym, CS'ach itp, a w ostatni dzień omówiliśmy o co chodzi w sportach kynologicznych i sztuczkach. W osobach opuszczających warsztaty widziałam zapał do pracy nad problemami swoich psów, zapał do poświęcania im czasu i nawiązywania więzi. Taki był mój cel, ale za rok będzie jeszcze lepiej! :)

No i dalej. Jak z psiolubnością w tym roku? Miodzio! Z psami mogę być praktycznie wszędzie gdzie dobrze się zachowują i czują. Nawet ludzie są na to wrażliwi. Kiedy Nuviczek zaliczał swój pierwszy koncert w pomieszczeniu a nie w plenerze podszedł do nas pan, który wątpił, że pies będzie się tam dobrze czuł. Wytłumaczyłam mu trochę kwestie socjalizacji. Posiedzieliśmy chwile, zostawiliśmy psu pozytywne skojarzenie  i wyszliśmy, bo dłuższy pobyt rzeczywiście mógłby go zestresować. Problem był z kinem, w którym trafiliśmy na panią, która zobaczywszy psa wpadła w histerie, że ma być w kagańcu, no i po prostu wyszliśmy. To była na prawdę jedyna taka osoba.
Warsztaty (jednak trzeba wiedzieć na które można sobie pozwolić przy psie), wykłady, spotkania.
Koncerty plenerowe nie były dla moich psów absolutnie żadnym problemem, chyba, że ktoś nachalnie rozbawiał mi młodego, wtedy zaczynał wyrywać mi rękę i szczekać. Zazwyczaj wystarczyło powiedzieć, że z nim trzeba spokojnie, ale niestety zdarzyło się kilka osób pokroju "ale on tak lubi". Znieśliśmy dzielnie głównie Lao Che i Bas Tajpana.

fot. Tomasz Paprocki
fot. Maciej Kołek
fot. Tomasz Paprocki
Ostatni dzień spędziliśmy na Fireshow - Nuvi geniuszem przeszedł samego siebie. W totalnym tłumie ludzi położył się na ziemi i praktycznie spał, miał tylko tyle miejsca żeby zwinąć się w kulkę i spodziewałam się raczej konieczności wyjścia po 10 minutach, a spędziliśmy tam mocno ponad godzinę.

fot. http://www.zdjeciaoli.pl


zdjęcie z warsztatów "Fotograficzny Slot Słownik"

Całokształt niesamowity, czuje zupełnie to samo co w zeszłym roku, jestem pod ogromnym wrażeniem tylu kreatywnych pomysłów, różnorodności. Artyzm na ogromnym poziomie. Ludzie chcący się rozwijać, dzielić się umiejętnościami, nie narzucający swoich poglądów - OTWARCI, o co w tych czasach na prawdę ciężko. Kiedy białemu zdarzyło się zwiać z namiotu od ochroniarzy zamiast suchego "było pilnować swojego psa" usłyszałam "a już myśleliśmy że coś się będzie działo, to ktoś nam go przyniósł" :D

Namiastkę festiwalu z krótką scenką z nami możecie zobaczyć w SloTV z tych dwóch dni :)

11.33

18.19


Niestety ale zgubiłam kartę pamięci i nie udało mi się zrobić tyle zdjęć ile chciałam ani filmiku z całego wyjazdu. Wszystkie zdjęcia znalezione w internecie są podpisane. W razie jakichkolwiek obiekcji proszę o kontakt. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz