wtorek, 14 lipca 2015

Trip życia cz.1 - Frisbee!

Po ponad dwóch tygodniach jesteśmy w domu. Nasz wakacyjny trip miał 3 punkty programu
- Dog Chow Disc Cup w Poznaniu
- ODLOT! W Annówce
- Slot Art Festival (w zeszłym roku pisałam już o nim tutaj)

W sobotę rano razem z dwoma burkami, wielkim plecakiem i klateczką władowaliśmy się do pociągu. Naładowana energią rozłożyłam piesy i włączyłam w słuchawkach pozytywnie kopiącą muzyką. Aż do Ostrowa jechaliśmy samiuteńcy w przedziale bagażowym, natomiast później miły pan konduktor chciał wlepić nam kare za przewożenie dwóch psów i musieliśmy przesiąść się w miejsce, gdzie ktoś weźmie jednego psa "na siebie".
Dojechaliśmy i ruszyliśmy w stronę Cytadeli, gdzie zawody już trwały, rozbiliśmy naszą już dziurawą klateczkę.
Spotkaliśmy się z Mileną, zrobiliśmy krótki spacer żeby rozładować troszkę psich emocji a później zwiedzaliśmy stoiska i oglądaliśmy zawody.
W niedzielę zdecydowałam się wziąć udział w konkursie aportowym organizowanym na Kejtrówce, okazało się to super pomysłem na sprawdzenie młodego. Widziałam, że bardzo zdziwiła go konkurencja na wyławianie piłki z miski z wodą, ale mimo to dzielnie podjął wyzwanie!

fot. Martyna Artymowicz

fot. Martyna Artymowicz

fot. Martyna Artymowicz

fot. Martyna Artymowicz

Następny plan - Annówka. Mieliśmy dwa dni spokojnego odpoczynku, wyspaliśmy się, naładowaliśmy baterie. Od środy wystartowaliśmy! Na początek pokazaliśmy co robimy na treningach. Nie do końca przemyślałam sesję co wyraźnie było widać. Nuviczek powymuszał trochę na mnie robienie z siebie pajaca. Wieczorem omawialiśmy sesję na której zdiagnozowano u mnie "syndrom właściciela westa". Na następnych sesjach szukaliśmy sposóbów na Nuviczkowe robienie sobie ze mnie jaj. Zdecydowanie zwiększyliśmy konsekwencje i oczekiwania wobec młodego. Wyglądał na naprawdę bardzo zdziwionego, ale poskutkowało. Papi zamiast robić dzikie przyczajki przy których czekał aż zacznę się wydurniać ruszył móżdżkiem i zaczął podstawiać mi dyski/zabawki pod rękę. Tego dzikiego podstawiania pod rękę jednak nie chwytałam i szarpałam się z wariatem dopiero w momencie kiedy podawał mi dysk w taki sposób że byłam w stanie SPOKOJNIE go chwycić. Dziewczyny rozwiały też zdecydowaną większość moich wątpliwości jak komunikować się z psem podczas treningu.
Przy ćwiczeniach na floaterach wyszło nam, że papiszi ma problem ze zbyt późnym wybijaniem się co pewnie będę chciała przepracować na seminariach w październiku. Mimo, że szczenior ma na prawdę śliczne stawy to na tym wyjeździe naskakał się na najbliższe kilka miesięcy i dyski na razie idą w odstawkę.
Przerobiliśmy też multiple, które na pierwszej sesji  wychodziły dosyć opornie, jednak na slocie udało mi się je ładnie dopracować i robimy już ładne podmianki!
Ćwiczenia na piłce, gimnastycznej, pląsy przez hopkę ogarniał rewelacyjnie, to zdecydowanie jego mocna strona.
fot. Martyna Rybak

fot. Martyna Rybak

fot. Martyna Rybak

No tak, a co z Bado? Biały generalnie udziału w seminarium nie brał, była jedna rzecz, którą chciałam z nim przerobić, ale zrezygnowałam. Robiliśmy sobie krótkie sesje wtedy kiedy już wszyscy skończyli i powiem szczerze, że osiągnęliśmy mały sukces, który dla mnie jest na prawdę ogromny! Biały skacze, chce skakać i stara się składać w locie. Biały walczy o dysk, próbuje go złapać za wszelką cenę, choć jeszcze nie dawno frisbee dla niego zupełnie nie istniało. Aportuje! Patrząc na to, że nasze treningi frisbee odbywają się... raz, góra 2 razy w miesiącu efekt jest ogromny :)

fot. Adriana Jaworska

fot. Adriana Jaworska

fot. Adriana Jaworska


W wolnych chwilach chodziliśmy do lasu, nad wodę. Nuviczkowi na prawdę spodobało się pływanie mimo że jeszcze dosyć nieudolnie mu to wychodzi, biały natomiast zanurza się po kostki patrząc z pogardą na te nienormalne, niepoważne psy.

Światło dzienne ujrzało również to mroczne oblicze czekoladowego demona. Rudość jest na prawdę szalona i niestety nie tylko w ten pozytywny sposób. W momencie kiedy inne psy ćwiczyły na polu a on miał NIC NIE ROBIĆ mieliśmy totalną awarię mózgu. Złapałam sporo pomysłów jak z tym walczyć i czeka nas dużo dużo pracy, którą już zaczęliśmy i widzę pierwsze malutkie efekty, oby były tylko większe.
Tak jak wcześniej wspomniałam ten obóz był dla mnie tak przełomowy w pracy z Vi jak zeszłoroczny w pracy z białym i mam nadzieję, że kiedy za rok przyjedziemy na niego z powrotem różnica będzie proporcjonalna do różnicy między zeszłym obozem Bado a tegorocznym.

Paula, Agnieszka - Dzięki!

Obozowe zawody zakończyliśmy 7 miejscem, patrząc na mój nagły atak bólu głowy jestem zadowolona, ale chyba to papi mnie uratował, bo moje rzuty były co najmniej godne pożałowania :D

fot. Adriana Jaworska

fot. Adriana Jaworska

fot. Adriana Jaworska

fot. Adriana Jaworska

fot. Martyna Rybak

fot. Martyna Rybak



4 komentarze:

  1. miałaś psy w klatce w tym pociągu co ci chciał wlepić karę? :P bo jeśli tak to gooooowno mu do tego co w tej klateczce się znajduje, bo pies w klatce to bagaż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przy następnych jazdach już wiedziałam jak się zachowywać, ale przyznaje, że wcześniej zapomniałam się podowiadywać jak to z tym jest i miałam trochę stres :D

      Usuń
  2. W jakim on jest wieku? Wygląda na dorosłego ;) moja suka zresztą też już jako 4miesięczy pies wyglądała na prawie dorosłą.

    OdpowiedzUsuń