piątek, 29 maja 2015

Diabeł w zębach

Trochę się u nas dzieje. Nawet powiedziałabym, że bardzo duże, ale dzisiaj na temat. Obiecuje wam całym serduszkiem, że o wszystkich wyjazdach, treningach i semi napiszam wam szybciutko po DCDC we Wrocławiu (jak tylko nas zobaczycie podchodźcie, nie gryziemy!).

Dzisiaj poruszymy jeden z tematów dla osób chociażby rozważających wzięcie pod swój dach szczeniaczka. Nie, nie będę się tutaj rozwodzić nad samym BC, nie będzie tutaj biadoletnia o tym jest ciężko, zupełnie nie o rasie a o przyjemnym okresie ząbkowania.

Nuvi nie jest szczeniakiem natury bardzo niszczycielskiej, przygotowywałam się szczerze mówiąc na coś zdecydowanie gorszego. Zaczął ząbkować stosunkowo późno, jednak od kiedy owe ząbki swędzą (chwała bogu już kończą się wyżynać) poniosłam pewne straty materialne. Nie ukrywam że w sumie za każdym razem mea culpa, ale uwierzcie mi, że tego rozumku nie przewidzicie, a czasem po prostu pośpiech nie pozwoli wszystkiego dobrze zorganizować! Czasami wydaje się, że wszystko jest w pięknym porządku, że tym razem szczeniaczek nie ma co odwalić, a po powrocie do domu okazuje się, że krzesło przesunęliście o 3 centymetry za mało, więc nasz pomysłowy chłopak chciał zobaczyć nad czym ta pańcia się tak zachwyca i skubnął sobie pudełko mojej ulubionej Yerba Mate, która również była może 2 centymetry za blisko brzegu jednej z najwyższych półek.



Może bardziej uważałabym na takie szczegóły, jeżeli Nuvi żarł by to co rozgryzie, całe szczęście tego nie robi, bo ta herbatka na pewno dobrze by na niego nie zadziałała.
Standardowym numerem, który widzę po powrocie do domu jest papier WSZĘDZIE. Jak wiadomo przy szczeniaczku, któremu jeszcze raz na jakiś czas zdarzy się siknąć i przy cochwilarzygającym Bado lepiej zawsze mieć pod ręką rolkę papieru toaletowego. ALE SPRÓBUJ Z ROZPĘDU PO SPRZĄTANIU NIE ODŁOŻYĆ JEJ NA NAJWYŻSZĄ PÓŁKĘ... Wtedy znajdziesz ten papier nawet w kuferku z bielizną. Takim sposobem pozbyłam się też okładki od książki od angielskiego, zeszytu, w którym zapisywałam całą treningową i seminaryjną "tajną wiedzę" różne pudełka, legitymację (wyobraźcie sobię minę pani w sekretariacie, która na pytanie "czemu chce duplikat" słyszy, że oryginał zeżarł mi pies <3) i pewnie wiele rzeczy o których już zapomniałam. Tą samą śmiercią niemal zginął mój świeżo przepisany zeszyt od matematyki...
Odchodząc chwilowo od okresu ząbkowania, ale zostając przy "papierze" kilka dni temu pisałam na komputerze pracę semestralną, miałam już bardzo mało czasu i siedziałam przy niej trzecią godzinę, kiedy Nuviś podszedł i swoją zgrabną skoordynowaną dupeczką usiadł na przycisku od zasilania. Świadomość zadu nie idzie na marne!

Młody ma mega zdolność rozszarpywania opakowań. Pojawiło się już na facebooku zdjęcie "fasolek wszystkich smaków", które zostawiłam na biurku i wyszłam z pokoju na może pół godziny. Nie zliczyłabym chyba incydentów z żarciem, moimi ulubionymi są hermetycznie zapakowane próbki karm, a ten i tak wyczuje co jest w środku, no i kolejne! Karma borderka schodzi ok 6 razy szybciej niż karma białego. Nie ukrywam, że był to dla mnie trochę szok jak zobaczyłam w jakim tempie idzie duży worek i ile ten pies je (dodając, że cały czas podbijałam mu dawkę, bo papi jedzące prawie 400g suchej + smaczki, kongi itp było samymi żebrami w wielce wystającymi kośćmi miednicy). Zanim zrozumiałam, że worek z karmą przy papisiu musi znajdować się gdzie indziej niż dotychczas, w Nuviczkowy żołądek poszło łącznie... z 7kg karmy? Pierwszy taki numer odwalił mi w drugi dzień pobytu u mnie co upamiętniłam na tym pięknym zdjęciu, a kolejny raz kiedy przyszedł nowy worek, nie przełożyłam do go pojemnika na karmę i na chwilę wyszłam do toalety, koniec historii.


Klatka... Mamy dwie - małą, metalową i dużą materiałową. Analogicznie do fazy wzrostu szczeniaczek uczył się klatkować w metalowej, ale kiedy wychodziło mu to już ładnie przeszedł do większej, żeby się nie cisnął, mógł spokojnie się wyprostować. Drewniana podłoga była na tyle zasikana i obgryziona, że klatkę pożegnała, ale klatka bez niej od czasu do czasu rozsuwała się do środka co dawało pieskowi wrażenie "zawalania się". No i jeden z takich incydentów miał miejsce kiedy mnie akurat w pokoju z pieseczkiem nie było, a dzieciątko spanikowało. Wchodząc do pokoju i widząc młodego poza klatką, pomyślałam że cwaniaczek znowu otworzył sobie ekspres, i to w sumie nie było nic strasznego... Niestety, wtedy właśnie przesądziło się, że jednak klatka nie będzie przeznaczona do sprzedaży... :D

Co się stało z Comfy Soft Bowl już widzieliście, straty ponieśliśmy też w naszej najukochańszej i najwytrwalszej Wubbie Floppy Ears, która bez uszczerbku na zdrowiu spędziła u nas ponad rok.. Zostanie poddana operacji, ale sprawdziła się na tyle fajnie, że kupię też nową i sobie troszkę o niej przeczytacie :)

Z dzisiejszej perspektywy mam z tego straszny ubaw, ale uwierzcie mi, że nie zawsze było mi do śmiechu :)