piątek, 19 czerwca 2015

Wakacyjne przygotowania


W związku z tym, że za tydzień ruszamy na długą wyprawę - DCDC, obóz w Annówce i Slot Art Festival musiałam trochę uzupełnić psie półki.

Na pierwszy rzut poszła karma, która mi się właśnie skończyła, tym razem postawiłam na coś z niekoniecznie z wysokiej półki, za to bardzo wysokokalorycznego, zobaczymy jak się sprawdzi.

Gratisowa kość dentystyczna z Huntera bardzo mnie odciągała, w sumie w założeniu chciałam ją od razu wrzucić na bazarek, jednak okazało się, że zaraz po otwarciu paczki psy ruszyły właśnie do niej, zachęciły mnie do odpakowania i takim sposobem od wczoraj jest najlepszym przyjacielem. Wygląda dość porządnie, zobaczymy jak przejdzie konfrontacje z Nuviczkową szczęką.

Kongi Air Dogi kuszą mnie od wielu miesięcy, ale zazwyczaj w zooplusie o nich zapominałam, a w stacjonarnych sklepach kosztowały 2x tyle. Tym razem się udało i 3 sztuki złapaliśmy za 12zł!

No i w końcu udało mi się wykorzystać punkty bonusowe z zooplusa których trohę już mi się uzbierało. W związku z tym, że Nuvi przekonał się do wody wybraliśmy Wet Wubbę i wytestowane w Animiboxie tacki mokrego jedzonka firmy Greenwoods. Są na prawdę rewelacyjne, składowo, jakościowo, smakowo i w ogóle zachwyt pełen. Od jakiegoś czasu mokre jedzonko pieseczki dodatkowo dostają codziennie w ramach tuczenia młodego, wrzucam je głównie do kongów, a Greenwoods ma do tego dosłownie idealną konsystencję.

Przy rabatach i gratisach zapłaciłam za całe zamówienie tylko 120zł, więc jestem bardzo zadowola. Zooplus zawiódł mnie jedynie bardzo wolną przesyłką, powtórzyło się to niestety już któryś raz...

W najbliższych dniach przyjdzie do mnie mega śliczny decathlonowy plecak idealny na mój maraton wyjazdów. Przewygodny pas biodrowy i nawet kieszonka na smaczki na nim.

Mam w planach zamówić również klatkę materiałową, zależy mi na tym, żeby rozmiar ok 60-65cm był jak najlżejszy no i żeby nie darła się tak często jak mój nieszczęsny ferplast. Polecacie coś w miarę normalnej cenie? :)

Mam do was jeszcze jedną prośbę. Miałam w zakładkach wiele wiele artykułów, ciekawych notek na blogach na temat cs'ów, żywienia, behawioru, przygotowań do sportu itd, więc jeżeli macie coś tego typu na swoich blogach lub gdzieś zapisane to podeślijcie koniecznie, bardzo mi zależy żeby do kilku takich prac dotrzeć dosyć szybko.
Już 23 dowiem się jak na ten moment wyglądają Nuviczkowe stawy, trzymajcie kciuki!

wtorek, 16 czerwca 2015

Gdzie jesteśmy jak nas nie ma?

Postaram się wam w skrócie przedstawić cały czas, którego chwilami nie miałam nawet marnych resztek żeby skleić coś tutaj dla was, ale od dzisiaj postanawiam, dostajecie co najmniej jedną notkę w tygodniu i proszę mnie mocno ścigać w komentarzach jeśli nie będę się wywiązywać! :D

Z piesami ostatnio jeździmy na prawdę sporo. W sumie zacząć mogę od wystawy w Łodzi, która była chyba pierwszym zmasowanym psioludzkim atakiem w małego biednego szczeniaczka. Ale wcale go to nie wzruszyło, na psy reagował  bardzo dobrze, nie wpadał w konflikty, dobrze reagował na ostrzeżenia, które regularnie wydawała mu Lili, nie zrażając się przy tym do innych zwierzaków. Młody sztuczkował i latał bez smyczy trzymając się mnie pięknie nieważne ile osób było obok, jeżeli coś od niego chciałam zawsze dawał z siebie 100%. Odbiło mu raz przy strefie agility, ale zrekompensował to sobie później pięknym wyciszeniem i spankiem :)

fot. Zuzia Pieczyńska

fot. Zuzia Pieczyńska

fot. Milena Kwiatkowska



fot. Milena Kwiatkowska

W połowie maja zagościliśmy na seminarium agility z Olą Gronek w naszym łódzkim klubie. Ja miałam super okazję poćwiczyć swoją pamięć ucząc się ze wszystkimi torków mimo, że sama ich na razie w całości nie biegam. Bieganie króciutkich sekwencji z młodym pokazało mi jak stosować zmiany w praktyce a nie na sucho, początkowo było mi bardzo ciężko. Zaczynając od koordynacji ruchowej w biegu, przez spoglądanie na zwierzątko, a kończąc na prawidłowym wydawaniu poleceń (w którą stronę mieliśmy "cik" a w którą "cak"?!). W pierwszy dzień mój mózg dosłownie parował, dodatkowo co chwila musiałam hamować młodego w klatce wykwintnie darł mordę, ale w drugi dzień było już chyba trochę lepiej, ja zebrałam się do kupy, ogarnęłam dziecko, znalazłam sposób na klatkę. Było zdecydowanie przyjemniej.
Do przepracowania mieliśmy jeden dosyć poważny problem, czajenie się - wtedy kiedy ja się czaje, albo wtedy kiedy jest zmęczony, ewentualnie kiedy chciał zwrócić na siebie moją uwagę. Wyglądało to mniej więcej tak, że on się kładł, paczył, a ja mogłam się wydurniać, zachęcać, robić z siebie błazna a on dalej leżał i paczył. Na dzień dzisiejszy jest duuuuuuuuużo lepiej!



Następnie było DCDC, razem z Kubą dosiedliśmy się w pociągu do Julii z Floydem i Gosi ze Spinnerem. Podróż chłopaki znieśli bardzo ładnie w jednej klateczce, obyło się bez błagalnych śpiewów. Wysiedliśmy z pociągu, pieseczkom zrobiły to czego nie powinny były zrobić i miałam ochotę je rozstrzelać, jednak dzielnie dotarliśmy do Parku Południowego i tam zaczęła się zabawa!
Zaczynając od Nuvika, którym pierwsze co zrobiliśmy do poszliśmy do weterynarza i dostaliśmy leki przeciwzapalne na zębową dziurę pod oczkiem, wyglądał przekomicznie z granatową, zasmarowaną mordką, ale wszystko skończyło się bez uszczerbku na zdrowiu i co równie ważne - na psychice. Młodemu jadka z psem nie zrobiła absolutnie żadnego strasznego skojarzenia z pieskami, nie miał oporów, żeby później wesoło paradować z innymi za co w głębi serca bardzo dziękowałam.
Zabawa, sztuczki w rozproszeniach jak zawsze - niezawodnie.
Kilka razy wzięłam na frisbee też białego i... ten dopiero dał czadu! Jak już chyba kiedyś tu wspominałam, biały stara się dużo dużo dużo bardziej, jednak tego się nie spodziewałam! Z pełnym zaangażowaniem szarpał się dyskami, aportował, łapał dyski zwijając się przy tym w piękną kuleczkę, rozróżniał sztuczki. Ciężko mi wyrazić jak bardzo żałuję, że nie możemy robić frisbee częściej.
Chłopaki razem w klatce zachowywali się przecudownie, mimo, że nigdy wcześniej nie byli postawieni w takiej sytuacji. Mogłam bez problemu zostawić ich razem i zająć się sobą, nie tylko na parę minut. Biały nie chciał młodego zabić, a młody nie darł mordy.
A wracając jechaliśmy autem z sześcioma psami! <3

fot. Julia Zaborowska




fot. Magda Wilczewska


No i w ostatnim tygodniu spotkały nas dwa koncerty, jeden spędzili w domu, z czego też jestem zadowolona, bo przez kilka ładnych godzin obyło się bez demolki, sikania i gorzkich żali, a drugiego dnia rude szczenie pojechało ze mną.
Rozpoczęliśmy spacerem z Zi i Blue, próbując przekonać małego, że woda wcale nie jest straszna, dosyć nieudolnie, nawet nie chciał się do niej zbliżać, a później ruszyliśmy w stronę Manufaktury i koncertu Hey. Przy wcześniejszych koncertach po prostu chodziliśmy, robiliśmy sztuczki, aport w rozproszeniach robiąc dla ludzi wielką sensację, a kiedy zespół zaczął grać młody kręcił się, kręcił, ale kładł się na mój sygnał i zachowywał spokój.