środa, 28 października 2015

Misja "Okiełznać Demona" - 39/90

Październik upływa nam zdecydowanie pod znakiem frisbee.

W poprzedni weekend wybraliśmy się razem z czekoladowym do Annówki, na kolejne seminarium z Paulą i Agnieszką, a w ostatni weekend w Łodzi pojawiła się Asia Korbal.

Zacznę od zachowania mojej rudości bo to jest dla mnie najważniejsze.
Nie chcę zapeszać, no ale jak tu się nie rozpływać, kiedy z psa, który totalnie nie kontaktował kiedy inny pies coś robił pojawia się w tym samym czekoladowym ciałku pies, który chodzi sobie przy mnie bez smyczy zaraz obok innego psa mającego swoją sesje, jest wgapiony we mnie, potrafi się położyć, nie fazować i nie spierdzielać na plac?

W Annówce Nuvi między wejściami czekał w domu, w spokoju, więc problemu nie było. Szybka rozgrzewka w lesie, i wejście na plac dopiero na swoją sesje - łatwa sprawa. Matka konsekwentnie piłująca ciągnięcie na smyczy, a piesek grzeczny i nie próbujący rozwalać płotu bo CHCETAMTERAZNATYCHMIAST. W pierwszy dzień był nieco wydygany annówkowej psiejbandy, przez co pokazał się w odsłonie "trochę dygam, a trochę cwaniacze", ale później już wszystko się uspokoiło i bardzo ładnie dogadywał się z pieskami, a kiedy z którymś nie mógł się dogadać bardzo ładnie odpuszczał i się wycofywał. Spał ze mną w łóżku, nie próbował uciekać i w ogóle same ochy i achy. Zobaczył klateczkę na placu i starałam się pokazać, że jest całkiem normalną klateczką, nie narzędziem do torturowania bezbronnych szczeniaczków - trochę ze skutkiem, trochę bez skutku, ale bez paniki i darcia ryja, chociaż tyle.

fot. Eliza Polkowska

Nad kolejnym seminarium również się rozpływam, szczeniak najbardziej zaskoczył mnie wysyłaniem do klatki. W sumie na wszystkich treningach zwłaszcza w naszym łódzkim klubie stanowczo się zapierał żeby iść do klatki, a najchętniej chciał się wyślizgnąć z trzymanej przeze mnie obroży i dać długą na torek. Tym razem było inaczej. Wystarczyło słowo "idź do klatki" a młody już obierał kierunek miejsca w którym owa klatka stała, a nawet próbował sam ją sobie otwierać. Obyło się bez japienia, chociaż zdarzało się obburkać osobę wchodzącą do szklarni, w której siedział razem z bratem między treningami. Nie pojawiło się też znienawidzone przeze mnie zachowanie - wybiegamzklatkiidęprostonaplacmamwszystkowdupie. Wychodził, biegł 2 metry przed siebie, obracał się w moją stronę z miną "chodź ze mną, chodź ze mną!", znowu biegł, znowu się obracał itd. Miał czas zrobić siku, miał czas się położyć, nie miał czasu gubić mózgu.
To jednak daje mi pewne przekonanie że moje metody wbrew zdaniu niektórych osób dają bardzo przyzwoite efekty i póki co nie mam zamiaru ich zmieniać :)

Kolejnym ważnym punktem dla mnie było spotkanie z naszym czekoladowym bratem - nareszcie! Jest równie piękny. Jestem w szoku, że są praktycznie identyczni popędami i zachowaniam, natomiast anatomicznie są zupełnie różni. Jest ładny, umięśniony i samczy, podczas gdy Nuvi wygląda przy nim jak 6'cio miesięczna suka!

fot. Eliza Polkowska

No i teraz przechodzimy do rzeczy czyli frisbowanie!

Na pierwszy rzut poszły nasze multiple, w których bardzo irytowało mnie podpląsywanie do mnie przez co musiałam się odsuwać żeby rzucić psu kolejny dysk, ale tutaj wystarczyło trochę konsekwencji w moich rzutach i wygląda to ślicznie. Dużo lepiej wyglądają też kiedy mam kilka dysków a nie dwa wymieniane.

Następnie przerabialiśmy mądre ćwiczenie Agnieszki na floaterku, żeby dzieciaczek sobie pare rzeczy w główce uporządkował - wyglądało na pewno o niebo lepiej niż na odlocie!

Zrobiliśmy delikatne podejście do overa, który strasznie mi się podoba, ale jeszcze musimy popracować nad dodaniem rzutu.



U Asi natomiast zrobiliśmy głównie zigzaca - Nuviczek perfekcyjnie czyta mowę ciała i bardzo ładnie i naturalnie sobie z zawracaniem radzi. W tej chwili wygląda na prawdę pięknie, w odróżnieniu do 4 stron świata, które wymagają od nas jeszcze dużo pracy - poprawka, głównie ode mnie.

Pieseczek coraz lepiej się czuje w tej dyscyplinie, duża część pląsów wygląda ładnie i bezpiecznie, coraz mniej jest skakania na dziką flądre. Cała rodzinka (Nuvi, Rayo i Hyper) otrzymali również diagnozę pięknego głębokiego chwytu, kto by się spodziewał?! :D

Oprócz tego oba seminaria były dla mnie ogromnie wartościowe pod względem nauki rzutów. Jeszcze nigdy nie wyciągnęłam i nie zapamiętałam aż tyle.

Z tej strony chciałabym strasznie podziękować dziewczynom za masę pozytywnej energii, kopa w dupę i odzyskanie mi wiary w moje rzuty! (Żaden nie poleciał w szopę! <3)

Do zobaczenia!

niedziela, 4 października 2015

Misja "Okiełznać Demona" - 15/90

fot. Joanna Rachubińska
To już 15 dzień, a my robimy kolejne małe kroczki ku byciu grzecznym pieskiem.

12 i 13 września odwiedziliśmy Międzynarodowe Targi Zoologiczne Pet Fair. Pierwszego dnia, postanowiłam zbadać grunt i ponieważ jeden z moich psów to pewniak to pojechał ze mną właśnie białasek. Białasek.

Doszliśmy do wniosku, że Rudość musi być dzielna i takim sposobem następnego dnia wylądowaliśmy już w pociąu z dwoma psami, z Nuvim i Herą. Stawy białaska musiały dojść do siebie po długich żebrach na dwóch łapkach.
Z rudym weszliśmy do środka z mózgiem na swoim miejscu. Szczeniaczek grzecznie chodził zbierając kąski po kolei z napotkanych stoisk jednak jego urok osobisty zdecydowanie przegrywał z urokiem białaska :D
Ogólnie dzień z rudym został postawiony na socjalizację i ogarnianie mózgu, ja jestem bardzo zadowolona. Spotkał się z dużo większą ilością psów niż przypuszczałam i nie świrował. Spokojnie spędziliśmy sobie godzinkę na warsztatach z Tomkiem Mońko a Nuviczek bardzo grzecznie sobie leżał w rzędzie pełnym borderów.

fot. Joanna Rachubińska
Następna była wystawa w Bełchatowie, pojechaliśmy tam z dwiema wystawowymi wymiataczkami Colą i Farą. Wejście pierwsze - ekscytacja i wyrywanie matce barku. Po chwili udało mi się dotrzeć do borderowego rozumku, pokonać pierwszy atak potwora, tak więc ruszyliśmy krótkim spacerkiem w las. Generalnie szczeniaczek odmóżdżał przy ringu borderów a siedząc ze sznaucerami zostawiałam go luźno bez smyczy, mówiłam komendę a dzieciak ładnie odpoczywał. I bynajmniej nie było to warowanie w trybie pracy tylko chillujące "połóż się". Bezpośrednio przy ringu zdarzało mu się trochę durnych zrywów, ale zdecydowanie było widać jak mózg paruje a piesek MYŚLI O TYM CO ROBI, na dodatek bez durnego ujadania (nie tyczy się ringów borderowych). Kiedy brałam go na sztuczki dawał z siebie równiutkie 100%, ładnie czekał kiedy wchodziłam w interakcje z innymi piesami i nie próbował kraść innym psom swoich osobistych zabawek. Ta część na duży plus.
Spuszczony ze smyczy ładnie się bawił za co był sowicie chwalony, a kiedy zaczynał swoją borderzą fazę odwoływałam go, jeżeli drugi albo trzeci raz powtarzał to zachowanie dostawał zjebę i był zapinany na smycz. Albo odkładany "na bok" i tutaj bardzo pragnę potwierdzić, że to nie było odłożenie go na "waruj" w ciągłym trybie pracy paczeniu i dalszemu fazowaniu, tylko było to miłe i grzeczne odpoczywanie!
Nie będę się rozwodzić ani nad tym jaka jestem super dumna, ani nad tym jaka jestem zawiedziona. Na to jest jeszcze za wcześnie.
Powiem tylko tyle, że cieszę się, że zrezygnowałam z DCDC, z Dog Games, na rzecz innych, spokojniejszych wyjazdów i tego się na razie będę się trzymać. Przed nami wyjazd do Annówki, po którym będę mogła powiedzieć wam trochę więcej.

fot. Joanna Rachubińska
fot. Joanna Rachubińska